138. Listopadowe podsumowanie książkowe.

Poniżej znajdziecie listę książek jakie udało mi się przeczytać w listopadzie:

1.
Tytuł:,,Kamfora''
Autor:Małgorzata Łatka
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 376
Data wydania: 31 sierpnia 2016
Ocena: 10/10

W Krakowie dochodzi do serii morderstw. Ktoś porywa i okalecza kobiety. Śledztwo prowadzi Jakub Zagórski. Kiedy sprawa nie porusza się nawet o milimetr do przodu prosi on o pomoc specjalistkę od mowy ciała Lenę Zamojską. Czy tej parze uda się dopaść mordercę zanim zginie kolejna osoba?

Uwielbiam kryminały w których dochodzenie prowadzi duet damsko-męski. Od pierwszych stron powietrze jest emocjonalnie naelektryzowane, co dodaje smaczku fabule. Co do prowadzonego śledztwa. Ależ ono było emocjonujące do samego końca. Uwielbiam kumulacje historii 5 stron przed epilogiem. Wtedy tak naprawdę dociera do mnie, że to co przeczytałam całkowicie mnie usatysfakcjonowało. Już zacieram ręce na kolejny tom.



2.
Tytuł: ,,Matnia''
Autor: Małgorzata Łatka
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron:
Data wydania: luty 2018
Ocena: 10/10

Do ,,Matni" podchodziłam z rezerwą . Po wyśmienitej dla mnie ,,Kamforze", która była dla mnie jak powiew świeżego powietrza, nie wiedziałam czego spodziewać się po kolejnej odsłonie przygód Leny Zamojskiej. Wiecie jak to jest. Pierwszy raz rządzi się swoimi prawami. Kiedy jest on udany, chcemy powtórzyć ten sukces, ale jednocześnie w głowie zapala się czerwona lampka, która podpowiada nam, że lepiej być nie może. Z drugiej strony kiedy na początku zaliczymy falstart, próba kolejnego podejścia obarczona jest jakąś naleciałością. Jak było tym razem? Było fantastycznie.

Lena Zamojska po kilku miesiącach wraca do Krakowa po śledztwie związanym z Kamforą. Tym razem nie bierze udziału w śledztwie, ale jest ogniem łączącym ofiary i zabójcę. Komisarz Zagórski ma za zadanie zidentyfikować ciało i odnaleźć zabójcę człowieka, którego znaleziono nad Wisłą bez głowy.

Dziękuję pani @malgorzata.latka.autorka za otwarte zakończenie. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Życzę pani i sobie ekranizacji tych powieści.


3.
Tytuł: ,,Jesienna miłość''
Tytuł oryginalny: ,,A walk to remember''
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 224
Data wydania: 4 lutego 2016
Ocena: 7/10

Skoro za oknem jesień, czas na ,,Jesienną miłość".
Kilka lat temu Pani w bibliotece poleciła mi kilka książek wartych przeczytania. Wśród nich była pozycja Sparksa - ,,List w butelce". Tak bardzo mi się ona spodobała, że sięgnęłam po inne pozycje tego autora. Kiedy przeczytałam ,,Jesienną miłość" łzom nie było końca. Z filmem było podobnie. Wracam do jego książek ponownie, by przypomnieć sobie z siebie z tamtego okresu. Wtedy byłam słodką, naiwną dziewczyną, która wierzyła w miłość. Dziś jestem cyniczną kobietą, na której wrażenia nie powinny robić ckliwe historie...

Bohaterami książki są Landon Carter i Jamie Sullivan. Połączyło ich uczucie, o którym każdy z nas marzy, którego wyczekuje. Jednak na drodze ich miłości staje przeciwnik, którego jeszcze nikomu nie udało się pokonać - śmierć. Oboje wyczekując końca, uczą się wzajemnie od siebie przede wszystkim dojrzałości i zrozumienia boskich planów. Historia tych dwoje, mimo upływu czasu nadal w jakimś stopniu mnie urzeka, jednak nie wierzę w nią już tak mocno jak kiedyś. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam serca z kamienia. Po prostu, tym razem chyba kieruję się rozumem, który nie dopuszcza serca do pewnych rozważań, buntując się przeciw czemuś czego jeszcze nie doświadczył. Sparks ma niebywałą zdolność rozbierania moich uczuć na czynniki pierwsze. Swoimi historiami uczy mnie miłości. Jedna lekcja jednak nie wystarczy, bym wszystko zrozumiała. Potrzeba czasu, cierpliwości, zrozumienia i otwartości na to co niesie los. Nawet jeżeli wydaje się nam to niedorzeczne.



4.
Tytuł:  ,,Obsesja''
Autor:  Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo:  W.A.B.
Liczba stron: 416
Data wydania: 27 września 2017
Ocena: 7/10


Przez moje ręce przewinęło się wiele kryminałów i thrillerów. Jedne zrobiły na mnie wielkie wrażenie, o innych wolę nawet nie wspominać. Jak było tym razem?
O twórczości Katarzyny Bereniki Miszczuk słyszałam bardzo dużo. Większość opinii była pozytywna. Przyczyniły się one do tego, że byłam bliska kupienia książki ze zdjęcia. Musiałam jednak z tego zrezygnować na rzecz innych pozycji. Kiedy tylko zobaczyłam ,,Obsesję’’ w bibliotece, wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Chciałam się przekonać, czy brak tej lektury na półce, był dobrym posunięciem. Autorka książki z wykształcenia jest lekarką. W połączeniu z okładką, a ściślej  z tym co na niej widnieje (rzucający się w oczy kardiogram), możemy domyśleć się, że historia będzie miała miejsce w szpitalu, bądź będzie z tym miejscem mocno związana.  Ponadto plama krwi sugeruje, że będziemy mieli do czynienia ze sprawą kryminalną.
Główną bohaterką książki jest Joanna Skoczek, odbywająca rezydenturę w jednym z warszawskich szpitali na oddziale psychiatrii.  Od pewnego czasu znajduję ona w swojej szafce anonimowe listy. Początkowo lekarka bagatelizuje te wiadomości. Niestety z czasem przybierają one na sile i są coraz bardziej natarczywe.  W tym samym czasie na terenie szpitala dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest jedna z pacjentek oddziału chirurgii. Policja ustala, że jest ona kolejną ofiarą sprawcy o pseudonimie Okularnik. Czy te dwie sprawy się ze sobą łączą? Czy jest za nie odpowiedzialna jedna osoba? 

Plusy:
- zdecydowanie sposób prowadzenia narracji. Miałam wrażenie, że to ja jestem bohaterką książki, co pozwoliło mi się jeszcze bardziej wczuć w historię;
- autorka wykorzystała swoją wiedzę, co pozwoliło jej na to, by objaśnić nam pewne lekarskie zagadnienia m.in. czym różni się patolog od lekarza medycyny sądowej, na czym polega różnica między doktorem a lekarzem, lekarz medycyny to pleonazm. Niby to nic szczególnego, ale niektórzy z nas nie zwracali uwagi na takie niuanse, a jednak odgrywają one rolę w życiu codziennym;
- główna bohaterka przypadła mi go gustu. Mam wrażenie, że jest ona może nie bezpośrednio, ale w jakimś stopniu alter ego autorki;

Minusy:
- jestem zawiedziona tym, że watek miłosny nie tyle został pominięty, co nie do końca się rozwinął. Rozumiem, że romans bohaterów nie powinien przyćmić głównego tematu. Nie oczekuję tego czytając kryminały bądź thrillery. Wymagam jednak pewnego rodzaju konsekwencji. Skoro autorka decyduje się, na połączenie bohaterów w jakąś bliższą relację, to niech ona ma pewnego rodzaju początek i koniec;
- zakończenie zupełnie zbiło mnie z tropu. Książkę zakończono w takim momencie, że ja do tej pory zastanawiam się czy po drodze ktoś nie wyrwał ostatnich stron książki. Lubię otwarte zakończenia, ale to do takich nie należało. 

Polecam tę pozycję fanom seriali medycznych i obyczajowych thrillerów. Książka ta, poprzez humor jaki się przez nią przewija, momentami ostudza nasze zapędy na mocniejsze wrażenia. Jeżeli szukasz tego typu emocji, to raczej nie jest to lektura, która spełni twoje wymagania.




5.
Tytuł: ,,Przesyłka''
Tytuł oryginalny: ,,Das Paket''
Autor: Sebastian Fitzek
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Data wydania: 18 lipca 2017
Ocena: 8/10

Dziś zakończyła kolejną przygodę z Sebastianem Fitzkiem. Pierwszy raz miałam styczność z jego twórczością czytając ,,Pasażera 23". Na tyle mi się ona spodobała, że zaczęłam się rozglądać za innymi pozycjami. W jednej z księgarń internetowych natrafiłam na opłacalną promocję trzech książek za jedyne 35 złotych. Wśród nich znalazły się: ,,Przesyłka", ,,Ostatnie dziecko" i ,,Odprysk". Sięgnęłam jak widać po pierwszą z wymienionych pozycji, nie wspomagając się żadną z wyliczanek. Przekonało mnie hasło na okładce książki: ,,Otwierasz na własne ryzyko". Raczej nie przepadam za takimi sloganami. Kojarzą mi się z tanim chwytem reklamowym. Może gdyby chodziło o innego pisarza, taka forma promowania tytułu mogłaby mnie lekko zirytować. W tym jednak przypadku nie dość, że mnie nie odstraszyła, to jeszcze bardziej zachęciła.
*
Nie odkryję tutaj Ameryki jeżeli napiszę, że okładka jest tożsama z tytułem. W oczy rzuca nam się list przewozowy. Jest on formą prezentacji i reklamą książki. Osobiście cieszy mnie taki widok, pewnego rodzaju prostota, aniżeli próba jakiejś kombinacji.
*
Bohaterką książki jest Emma Stein, znana psychiatra. Padła ofiarą gwałtu, którego sprawcą jest mężczyzna o pseudonimie Fryzjer. Otrzymał on taki pseudonim ze względu na to, że goli głowy kobietom zanim je zabije. Emma jednak przeżyła, aczkolwiek nie pamięta niczego, co mogłoby pomóc w złapaniu mordercy. Z każdym kolejnym dniem zatraca się w depresji, popada w paranoję, odizolowuje się od ludzi. Pewnego dnia otrzymuje paczkę, której odbiorcą powinien być jej sąsiad, którego mimo, że mieszka na tej samej ulicy od dawna, nie zna.
*
Plusy:
- Fitzek nie ma litości dla swoich czytelników. Od pierwszego zdania wciąga nas w historię, przez co nie potrafimy rozstać się z książką,
- krótkie rozdziały nadają tempa akcji która nawet na moment nie przestaje być nudna,
Minusy:
- główna bohaterka, jej zachowanie do mnie nie przemówiło. Brakowało mi w jej zachowaniu racjonalności,
- z rytmu wybijało mnie przenoszenie się w czasie. Mimo mojej uważności, kilka razy musiałam przewrócić 2-3 strony, by wrócić na właściwe tory. Brakuje ci mocnych doznać. Chcesz na moment zapomnieć o oddychaniu - sięgnij po tę lekturę. Aaaaa i jeszcze jedno.... wszystkie historie kończą się śmiercią. Jeśli ktoś to przed wami ukrywa, nie jest dobrym narratorem - Ernest Hemingway



6.
Tytuł:,,Enklawa''
Autor: Ove Logmansbo
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 400
Data wydania: 16 marca 2016
Ocena: 9/10


Od razu na wstępie zaznaczam – sięgnęłam po tę książkę ze względu na to, że napisał ją mój ulubiony polski pisarz. Mam złe doświadczenia z kryminałami skandynawskimi. Ove Logmansbo skutecznie by mnie odstraszył i z pewnością w najbliższym czasie nie sięgnęłabym po tę książkę.  Po ,,Enklawę’’ sięgnęłam stosunkowo późno bo… nie sposób nadążyć za Mrozem ;), nie będąc obojętnym na nowości wydawnicze. W końcu jednak się zmobilizowałam i ją przeczytałam. Co o niej myślę przeczytacie poniżej.
Według Wikipedii enklawa to miejsce dające komuś poczucie bezpieczeństwa. Wyspy Owcze to takich miejsc właśnie należą. Od 1980 roku doszło tam tylko do jednego morderstwa. Wszystko zmienia się w momencie kiedy znika Poula Lokin. Jaką tajemnicę skrywają farerzy mieszkający na Wyspie? Czy rzeczywiście jest ona bezpiecznym miejscem?

Plusy:
- podobał mi się niekonwencjonalny duet prowadzący śledztwo, składający się z policjantki i byłego wojskowego, podejrzanego w sprawie. Na początku było to dla mnie szok. Czasem zdarza się, że policja prosi o pomoc osobę powiązaną w jakimś stopniu morderstwem, ale żeby od razu angażować ją w śledztwo. Po czasie zdałam sobie sprawę, że para policjantów prowadzących sprawę byłaby kolejnym powielonym schematem;
- okładka to rzecz na którą zawsze zwraca się uwagę. W tym przypadku znajduje się po stronie plusów. Widzimy tylko płynący statek, który niczego nam nie zdradza. Nikt, oprócz czytelnika nie wie, czy będzie on odgrywał jaką rolę w książce;
- uwielbiam zakończenia w książkach Mroza. Niektórym wydaje się, że znaleźli zabójcę po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Z tą myślą nie rozstają się do samego końca. W ostatecznym rozrachunku jest jednak inaczej. Remigiusz w ostatnich zdaniach gra czytelnikowi na nosie. Zostawia go z opuszczoną szczęką, zastanawiającego się nad tym, gdzie popełnił błąd.

Minusy:
- nie za bardzo mam się do czego przyczepić. Skoro już trzeba, to myślę, że wątek miłosny w tej historii był niepotrzebny. Nauczyłam się go już spodziewać w kryminałach, bądź w thrillerach, ale akurat tutaj można by się obejść bez niego. Według mnie nie wniósł nic znaczącego do fabuły.

Nie ukrywam, że przez 50-80 stron mimo dobrego wprowadzenia nie byłam przekonana do tej książki. Skandynawski klimat po prostu mi nie odpowiada. Wymawianie nazw miejscowości, nazwisk, mijało się z celem. Niemniej jednak po tym maleńkim kryzysie, było już tylko lepiej. Zakończenie wszystko mi wynagrodziło. Jest ono jednocześnie zamknięte jak i otwarte. Można by spokojnie go nie ruszać zostawiając czytelnika z milionem pytań, albo tak jak zrobił Remigiusz napisać kolejną część, by tych pytań przybyło.




7.
Tytuł: ,,Historia złych uczynków''
Autor: Katarzyna Zyskowska
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 496
Data wydania: 26 lutego 2018
Ocena: 7/10

Po ,,Historię złych uczynków'' chciałam sięgnąć od dawna. Opis tej książki mnie zaciekawił. Jest oczywisty w swej nieoczywistości. Jest przyciągający i nie pozwala czytelnikowi pozostać na niego obojętnym. Na szczęście udało mi się przed kilkoma dniami dorwać ją w bibliotece. Coraz częściej w moim życiu znaczenia nabiera zasada - co się odwlecze to nie uciecze. 

Bohaterami powieści są dwa duety. Z pierwszym mamy do czynienia w teraźniejszości. W jego skład wchodzą: Nina (studentka informatyki) i jej wykładowca Miłosz. Ona jak większość uczuciowych kobiet, oddaje całą siebie. On natomiast bierze wszystko, nie dają w zamian nic. Kiedy znika, dziewczyna postanawia go znaleźć. Poszukiwania prowadzą do domku, w którym wszystko się zaczęło...
Drugi duet przenosi nas w przeszłość. Składa się z Felicji (dziewczyna z dobrego domu, córka zamożnego biznesmena) oraz Bronka( syna znanego lekarza, żydowskiego pochodzenia). Młodzi zakochując się w sobie, nie przypuszczają, że ich zażyłość zapoczątkuję historię złych uczynków.

Plusy:
- przede wszystkim bohaterowie. Tak różni od siebie, a jednak dzieliło ich niewiele. Zdecydowanie moje serce zdobył Miłosz. Było w nim coś, co mnie popychało w jego stronę. Nie potrafiłam być wobec niego obojętna. My kobiety mamy słabość do złych chłopców,
- czasowe przeskoki w fabule. Pozwalają jeszcze mocniej wczuć się w historię. Człowiek ma wrażenie, że jest z tymi bohaterami od początku.

Minusy:
- z wielkim bólem serca, ale akurat w tym przypadku okładka mnie nie zadowala. Zabrakło mi w niej mroczności, niedomówień, mocniejszego akcentu.
Pozycja ta jest dla osób, którym znudziły się cukierkowe historie miłosne. Które po przeczytaniu książki uwielbiają wpaść w refleksyjny nastrój i zastanowić się nad życiem.



8.
Tytuł: ,,Nikt nie idzie''
Autor: Jakub Małecki''
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 264
Data wydania: 31 października 2018
Ocena: 9/10

Twórczość Jakuba Małeckiego dobrze jest mi znana dzięki książkom takim jak: ,,Rdza'' i ,,Ślady''.

Zanim na dobre wzięłam się za tę lekturę, zaczęłam analizować, co klawisze instrumentu i tytuł mogą nam powiedzieć o tym co znajdę w środku. Pierwsza myśl to poczucie smutku i melancholii. Nikt nie idzie (być może z tą osobą), z tobą, za tobą, obok ciebie. Od nasuwa się tutaj myśl o samotności, braku wsparcia. Co z tym wspólnego ma fortepian? Nasze emocje najlepiej przelać na papier, a później o nich zaśpiewać. 

Mogłabym teraz przejść do recenzji zaczynając od słów - bohaterami powieści są. W tym wypadku jest to niepotrzebne. Wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że krzywdzące. Ta książka nie zasługuje na powielanie schematów. Jedyne, co mogę wam zdradzić to to, że w przypadku Małeckiego możemy spodziewać się wachlarza emocji. 

Plusy (chciałoby się rzec, że wszystko, ale to pójście na łatwiznę. Jednocześnie mogłoby to odstraszyć czytelnika, bo przecież żadne dzieło nie jest idealne):
- okładka - klawisze fortepianu w połączeniu z tytułem niczego nam nie zdradzają. Pozwalają czytelnikowi zinterpretować to co znajdzie w książce na 1000 sposób. To jest bezcenne doznanie,
- bohaterowie powieści - będą bliżsi każdemu czytelnikowi, który ujrzy w nich siebie. Rzadko możemy tak mocno identyfikować się z postaciami książki,
- książka ta składnia do refleksji. Po jej przeczytaniu człowiek jeszcze długo analizuje, to co w niej znalazł. 

Minusy:
- czcionka, krótkie rozdziały ilość stron. Pierwszy raz jest to u mnie po drugiej stronie barykady. Dlaczego? Książkę czyta się za szybko. Aż żal się z nią rozstawać. Pióro Małeckiego jest tak delikatne, że tęskni się za jego dotykiem.

Książka ta nie jest tylko dobrą lekturą dla fanów autora. To pozycja dla osób, które nie potrafią głośno mówić o uczuciach, jednak wbrew pozorom je rozpoznają. Małecki uczy jak je nazywać.





9.
Tytuł: ,,Furia mać''
Autor: Sylwia Kubryńska
Wydawnictwo:  Czwarta strona
Liczba stron: 272
Data wydania: 18 maja 2016
Ocena: 10/10

Sylwia Kubryńska, a ściślej jej twórczość jest mi znana z książki pt. ,,Biurwa'', która była bliska memu sercu. Stąd kolejna pozycja tej autorki w moich rękach.

Czuję, że ta książka jest o mnie. Utożsamiam się z nią w każdym rozdziale, stronie, kartce i okładce. Mój wewnętrzny wkurw z każdym rokiem uzewnętrznia się i zatacza szersze kręgi. Dzięki Bogu, że jest ktoś taki, kto potrafi o tym napisać z humorem. Takie podejście do ludzi i świata jest mi bardzo bliskie. Dlatego tę książkę czytało mi z przyjemnością.

CYTATY:
- ,,Nie umiem rozmawiać tak, żeby się nie pokłócić. Dokładnie tak samo jak trzydzieści osiem milionów ludzi w tym kraju''.
- ,,Tak mnie wszystko wkurwia, że aż mnie boli. Bolą mnie ramiona, plecy, boli mnie głowi. Boli mnie życie, boli mnie ten tłum na ulicach (...).

Polecam tę pozycję każdemu, kto musi spuścić z siebie trochę powietrza. Pośmiać się z siebie, zachowana innych osób i nauczyć się żyć z furią. Broń Boże się jej nie pozbywać. Ona wbrew pozorom ubarwia nasz świat. 



10.
Tytuł: ,,Zabójczy pocisk''
Autor:  kilku autorów wzięło udział w projekcie m.in. Remigiusz Mróz, Jakub Małecki, Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 9 maja 2018
Ocena: 4/10

Kolejną książką po jaką przyszło mi sięgnąć jest ,,Zabójczy pocisk''. Jako fanka Mroza i Jakuba Małeckiego, nie pomyślałam nawet przez chwilę o tym, by przejść obok tej pozycji obojętnie.

Gdyby ktoś zapytał mnie, czy lubię takie mini opowiadania, to wymijająco musiałabym odpowiedzieć, że nie wiem. Wszystko zależy od tego, czy są one napisane przez jednego pisarza, czy rozbite na kilku twórców.

Po przeczytaniu tej pozycji wiem jedno - będę się z daleka trzymać od tego typu projektów. W tym przypadku sprawdziła się zasada - co za dużo to nie zdrowo. Ilość nie przełożyła się na jakość. Wiele z tych opowiadań, nie miały dla mnie większego sensu. Człowiek zanim na dobre poznał sprawę i bohaterów, wiedział kto zabił. Były sprawy kryminalne, które zyskały moją aprobatę, ale większość nie zawiodła. W dodatku w okładce książki coś nie gra. Wydrukowana jest na niej lecąca łuska. Na obrazie powinien być wystrzelony pocisk, bo łuska pozostaje w komorze, lub jest odrzucana w bok broni. Nie żebym szczególnie się na tym znała. Chłopak mojej siostry zwrócił na to uwagę. Są jednak dwa plusy. Pierwszym z nich jest to, że opowiadanie Mroza mnie nie zawiodło. Drugim plusem natomiast jest fakt, że zysk ze sprzedaży przekazany zostanie Fundacji Pomoc kobietom i dzieciom.




11.
Tytuł: ,,2 miliony za Grunwald''
Autor: Joanna Jodełka
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 352
Data wydania: 31 października 2018
Ocena: 7/10

Pierwszy raz z twórczością Pani Joanny Jodełki miałam do czynienia 2 sierpnia 2018 roku., przy okazji ,,Kryminalistki''. Thriller ten na tyle mi się spodobał, że planowałam sięgnąć po inne pozycje tej autorki. Nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko.

Kilkanaście dni temu otrzymałam na Instagramie wiadomość od wydawnictwa W.A.B. Zapytano mnie w niej o chęć napisania recenzji książki ,,2 miliony za Grunwald''. Nie wiem jak długo gapiłam się w ekran telefonu, zanim dotarła do mnie ta informacja. Pierwszy raz miałam otrzymać książkę, tak naprawdę nie robiąc nic. Na razie brak mi argumentów na to, by wysyłać zapytania do wydawnictw. Tym większe było moje zdziwienie, że ktoś mnie zauważył. Gdybyście tylko widzieli moją radość. Na taki właśnie moment czekałam. Marzenia się jednak spełniają. Trzeba jedynie cierpliwości i ciężkiej, uczciwej pracy. Dobrze, dobrze, już dość tej prywaty. Czas przejść do opinii na temat książki.

Najnowsza powieść Joanny Jodełki opowiada nam o losach jednego z najsłynniejszych dzieł Jana Matejki ,,Bitwa pod Grunwaldem''. Mamy możliwość śledzenia losów obrazu na przestrzeni lat.

Jest to pozycja od której trudno się oderwać. Nawet tym, którzy nie do końca interesują się malarstwem bądź historią. Autorka prowadzi narrację w taki sposób, że historia trafi do większego grona odbiorców - zarówno starszych dzieci, jak i dorosłych. Miejscami miałam wrażenie, że czytam bajkę, albo fragmenty książki Pana Wołoszańskiego. To naprawdę komplement.

Już to kiedyś pisałam, ale się powtórzę. Uwielbiam książki oparte na prawdziwej historii. Mam wtedy wrażenie, że jestem bohaterem akcji, niekoniecznie wcielając się w któregoś z bohaterów. Akurat w tym przypadku mieliśmy okazję przenieść się w czasie, co jeszcze bardziej mnie ucieszyło. Czułam się momentami, jakbym była na miejscu wydarzeń.

Polecam tę książkę, nie tylko fanom historii, ale przede wszystkim tym, którym historia bliska nie jest. Może od tej pozycji wszystko się zmieni. 



12.
Tytuł: ,,Był sobie pies''
Tytuł oryginalny: ,,A Dog's Purpose''
Autor: W. Bruce Cameron
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 392
Data wydania: 15 lutego 2017
Ocena: 10/10

,,Był sobie pies'' to książka, która w 100% spełniła moje oczekiwania. Znalazłam w niej to czego zawsze szukam - wachlarzu przeróżnych emocji. Prawdziwych, realnych i mocnych uczuć, jakich nie czułam już dawno. Zdecydowanie na pozycja należy do moich ulubionych lektur.

Niezmiernie się ucieszyłam, gdy na półce w bibliotece znalazłam książkę, o której mowa. Dlaczego? Ok kilku tygodni jej ekranizacja znajduje się na półce. Staram się trzymać zasady - najpierw przeczytaj, później obejrzyj. Wywiązanie się z tego podwójnie mnie uszczęśliwia.

Matka Ethana ratuje szczeniaka, zamkniętego w nagrzanym samochodzie. Pomimo wątpliwości ojca, rodzina adoptuje psa, któremu daje na imię Bailey. Głównym jego opiekunem staje się chłopiec, który karmi go, wyprowadza na spacer, trenuje go i uczy oryginalnych sztuczek. Kiedy Ethan dorasta, poznaje Hannę - swoją wielką miłość. Parze nastolatków stale towarzyszy wierny pies. Po trudnych przeżyciach i poważnym urazie nogi, który kończy karierę sportową i związek z Hanną, Ethan wyjeżdża na studia. Nie może zabrać ze sobą psa, więc zostawia go na farmie u dziadków. W trakcie studiów pies zaczyna chorować. Młodzieniec w ostatniej chwili przyjeżdża do weterynarza, by się z nim pożegnać. Kiedy już wiadomo, że to koniec ich przyjaźni, Bailey odradza się w 3 kolejnych wcieleniach. Choć on sam tego nie rozumie, w końcu odkryje, że sens kilku psich żyć, jest bardzo ważny dla jego przyjaciela Ethana.

Plusy:
- okładka, od której ni potrafię oderwać wzroku. Patrzę w oczy psa i widzę w nich swoje odbicie,
- narracja prowadzona z perspektywy psa. Było to niespotykane, ciekawe i inspirujące doświadczenie.
- przesłanie wynikające z książki. Każdy moje je zinterpretować po swojemu. To co ja z niego wyciągnęłam, to myśl, że przyjaciele mimo iż fizycznie znikają, to zawsze są przy nas, jeśli mocno w to wierzymy.

Minusów żadnych nie dostrzegam.

Polecam tę książkę osobom, które kiedykolwiek miały blisko kontakt ze zwierzęciem. Historia ta, zostanie szybciej zrozumiana i przemówi do serca takiego czytelnika. Sama miałam kiedyś psa, którego otrzymałam na 7 urodziny. Do dziś za nim tęsknię. Być może na starość, kiedy kupię sobie psa, odnajdę w nim swojego Bailego.




13.
Tytuł: ,,Podręcznik perswazji''
Autor:  Mateusz Grzesiak
Wydawnictwo: Onepress
Liczba stron: 232
Data wydania: 2018 rok
Ocena: 7/10

Po ,,Podręcznik perswazji'' sięgnęłam za namową koleżanki. Nie żebym nie lubiła poradników. Po prostu nie do końca byłam przekonana, czy to pozycja dla mnie. Moje obawy okazały się niepotrzebne, o czym przekonacie się poniżej.

Zaletą książki, o której mowa, jest przejrzystość. Autor książki na parzystych stronach pozostawia nam puste miejsca na notatki. Zdecydowanie wiąże to czytelnika z podręcznikiem na dłużej, mimo, iż spokojnie można przeczytać go w jeden wieczór. Obserwuję działania pana Mateusza w mediach społecznościowych, i to co w nich znajduję, podoba mi się. Książka jest tylko potwierdzeniem jego szerokiej wiedzy, profesjonalizmu i inteligencji.

W książce znajdziemy kilkanaście teorii, praktykę jaką można w ich przypadku zastosować, oraz przykłady dla lepszego ich zrozumienia. Jest to niezwykle ważne, bo przy okazji możemy się czegoś nauczyć. Przynajmniej w moim przypadku tak było.

Polecam tę książkę osobom, które bliżej chciałby się przyjrzeć perswazji. Poznać jej definicję, mechanizmy, i czegoś się w tym zakresie nauczyć. Być może wiedza ta zaprocentuje w przyszłości. Proszę się nie zrażać słowem podręcznik, który nie wszystkim może się dobrze kojarzyć. W tej książce autor niczego nam nie narzuca. Próbuje nam tylko wskazać dobrą drogę, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi.

Komentarze

  1. Ojejciu żadnej z tych książek nie czytałam. Ale zainteresowało mnie "Nikt nie idzie"

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam żadnej z tych książek, ale niezły wynik osiągnęłaś!
    Będę musiała przejrzeć niektóre książki i zobaczyć czy mi się spodobają.

    OdpowiedzUsuń
  3. W większości nie znałam tych książek, a nawet nic o nich nie słyszałam. Mam jedynie ochotę przeczytać "Obsesję", gdyż jestem po prostu zakochana w książkach Katarzyny Bereniki Miszczuk.
    Pozdrawiam, Girl in books

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nikt nie idzie" totalnie muszę przeczytać!
    Wow, skąd Ty wzięłaś czas na przeczytanie tylu książek? Zazdroszczę <3
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, ta pozycja jest godna polecenia. Akurat w tym miesiącu miałam 2 tygodnie urlopu :)

      Usuń
  5. Muszę w końcu złapać się za "Historię złych uczynków" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto sięgnąć po tę pozycję, choćby dlatego, by wyrobić sobie własne zdanie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

190. #Pielęgniarkiscenyzeszpitalnegożycia Christie Watson 40/2019