55. Coco jambo i do przodu - czyli kolejne spotkanie z kabaretem Paranienormalni.

Kolejny raz zastanawiam się jak rozpocząć wpis na blogu i po raz któryś z rzędu nie mam pojęcia. Palce uderzają o klawiaturę, nie zawsze nadążając za myślami, ale myślę, że z czasem ułoży się to w logiczną całość. Po tytule zapewne domyślacie się, że ten wpis znowu zostanie poświęcony występowi kabaretu Paranienormalni. Tak wiem - niektórych może to znudzić, część z was może czuć się oszukana zważywszy na to, że obiecałam pisać na tym blogu nie tylko o występach, lecz m.in. o książkach. Postaram się wrzucić za jakiś czas jakąś recenzję, jednak na razie brak czasu mi to utrudnia.

Zatem bez zbędnych ceregieli przejdę do sedna wpisu. Otóż na kilka dni przed występem kabaretu przeglądałam archiwalne wiadomości i natrafiłam na konwersację z Anią, dzięki której przypomniałam sobie, że kiedyś wpadłam na pomysł tzw. słoika z cytatami. Wtedy bodajże 1 czy 2 lata temu miał to być prezent dla innego kabaretu, ale jak widać nic nie dzieje się bez przyczyny i w tym roku słoik trafił w inne ręce. Zaczynając pracę na słoikiem byłam pełna zapału, który z każdym cytatem znacząco się osłabiał. Wiecie 50 cytatów czy nawet 100 to w sumie prosta sprawa jednak 365 - to już się robi poważnie. Nie raz miałam ochotę rozbić słoik, spalić cytaty, ale wiedziałam, że to nic nie da. Skoro się czegoś podjęłam musiałam to skończyć. Gdyby nie pomoc kilku osób - efekt końcowy nie byłby aż tak dobry. Ironią jest fakt, że im więcej pozytywnych myśli wrzucałam do słoika tym bardziej mój nastrój się pogarszał. Logicznie rzecz biorąc kiedy słoik był już pełny a stało się to w piątek mój humor wahał się w między 3 a 4 ( w pozostałe dni było jeszcze gorzej, ale nie chcę do tego wracać, by nie zasmucać siebie i was ). Gdyby ktoś zapytał mnie skąd ten humor - ciężko mi to wyjaśnić. Sama się zastanawiam - w perspektywie był cudowny występ a ja zachowywałam się jakbym jechała na pogrzeb. Wybaczcie porównanie, ale chciałam, żebyście dobitnie poczuli  jak się czułam. Wiadomo złożyło się na to wiele czynników i być może wiem, gdzie leży przyczyna, ale chyba sama tak naprawdę nie chcę jej odkryć przed sobą i może niech tak pozostanie. Kurcze koniec smutków - czas na pozytywy.

Na występ przybyłam razem z siostrą i  jej chłopakiem jakieś pół godziny przez rozpoczęciem. Pierwszy rząd ma to do siebie przynajmniej w moim wypadku, że wywołuje we mnie wiele przyjemnych dreszczy wręcz czuję takie podniecenie tym co się ma zaraz wydarzyć.
Jeżeli chodzi o skecze - większość z nich była mi znana ale właśnie w tych znanych rzeczach spotkało mnie kilka niespodzianek co bardzo mnie ucieszyło. Najbardziej urzekł mnie moment w którym Robert zapytał czy ktoś na sali jest smutny. Kiedy ktoś się zgłosił, on podchodził do tej osoby i ją przytulał. Urocze to było. Na scenie pojawiła się nowość - Elżbieta Jaworowicz - Igor w szpilkach zakładając nogę na nogę  - petarda to zbyt małe słowo, by to opisać.

Po zakończonym występie jak to zawsze bywa grupka osób czekała na członków kabaretu. Gdy schodzili oni ze sceny do  fanów Michał zerknął w moją stronę i MNIE POZNAŁ!!! Po czym to poznałam - po uśmiechu, mimice twarzy i po zwrocie: cześć.  Jaram się przeogromnie ale co - kto mi zabroni?! Kiedy Igor usłyszał powitanie od Michała skierował głowę podążając za głosem, zerknął na mnie, kiwnął głową i zabrał się do rozdawania autografów a ja potulnie podeszłam na koniec kolejki. Kiedy nadeszła moja kolej w końcu miałam możliwość przywitania się z Robertem. W trakcie robienia zdjęcia Michał zapytał: a ty nie masz dziś nic dla nas? Odpowiedziałam, że mam i zaraz dam. Owym prezentem był słoik o którym wspominałam wyżej. Cała trójka ucieszyła się z prezentu, załapałam się na słodkie przytulasy. Dodatkowo Igor, Michał i Robert zrobili sobie zdjęcie ze słoikiem - Michał stwierdził, że będzie to najsławniejszy słoik co pozwoliło mi uwierzyć w to, że dodadzą to zdjęcie na swój profil. Na czas dodawania wpisu takowe zdjęcie się jeszcze nie pojawiło, ale jak tylko się zjawi podzielę się tym z wami.

Chcę jeszcze wyjaśnić jedną kwestię. Wiele osób może moją osobę dziwnie odbierać. O co mi chodzi - o moją relację z kabaretem Paranienormalni. Kogoś może dziwić fakt, że jeden uśmiech, jedno słowo lub jakiś malutki gest powoduje jakąś niepohamowaną radość wręcz ekscytacje. Bardzo rzadko ktoś bezinteresownie okazuje mi, że mnie lubi. Częściej ktoś udawał, że darzy mnie sympatią, tylko po to by pożyczyć pieniądze, pomóc w zadaniu itp. Kiedy ja swoją ,,pracę'' wykonałam zapominano, że ktoś taki jak Iwona istnieje. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak to boli. Przypomniało mi się pewne zdarzenie ze szkoły. Jako odludek rzadko się z kimś nawiązywałam znajomość, ale czasem zdarzało się, że na tyle zaufałam komuś, by pozwolić mu się zbliżyć do siebie. Dopuściłam do siebie osobę, która dość mocno mnie skrzywdziła. Pewnego dnia przyłapała mnie w momencie kiedy pomagałam ojcu zanieść puszki do skupu złomu. Następnego dnia wchodząc do szatni usłyszałam: dziewczyny, nie możecie się przebierać przy niej bo jej ubrania pewnie pochodzą ze śmietnika, jeszcze się czymś zarazimy. Oczywiście przez kilka następnych tygodni nie miałam życia w szkole. Wiecie jak to bywa - jeżeli znajdzie się ktoś komu można dokuczać to nie zrezygnuje się z tego tak łatwo. Nie raz płakałam w poduszkę, zastanawiając się dlaczego Bóg tak mnie nie lubi, że stawia na mojej drodze takich ludzi. Dziś patrząc z perspektywy czasu, wiem, że takie doświadczenia były na wagę złota. Nie uczę się na błędach, bo nadal mam w sobie jakiś pierwiastek, który powoduje, że ufam ludziom. Co prawda zdarza się, że żałuję, ale pozwala mi to na dużą weryfikację moich znajomych. Mam nadzieję. że dostatecznie wyjaśniłam wam dlaczego małe gesty m.in. chłopaków z kabaretu sprawiają mi tyle radości - nie jestem psychopatką - najzwyczajniej w świecie brakuje mi pewności, że można mnie tak po prostu lubić za nic, a pozwolili mi uwierzyć, że jednak można.
W załączeniu przesyłam wam zdjęcie zrobione przez moją siostrę. Ilekroć na nie patrzę nie mogę przestać się uśmiechać - świadomość, że ktoś darzy cię sympatią jest bezcenna.
Na koniec podzielę się z wami instrukcją dotycząca słoika z pozytywnymi cytatami:
1. Zakup słoika w sklepie Pepco - ok. 7 zł.
2. Wstążki różnokolorowe do związywania kartek - 1 szt. ok. 5 zł ( ja musiałam zakupić 5 szt. ).
3. Cytaty pozyskiwałam z różnych źródeł. Jest to dość pracochłonne  - ale nie poddawajcie się zbyt szybko - wasz trud na pewno zostanie doceniony przez osobę do której trafi prezent.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

116. Myślałam, że to pasja ale jednak nie.

121. Lipcowe podsumowanie książkowe