170. #Zawszeprzytobie K.A. Linde 23/2019



 
Tytuł: ,,Zawsze przy tobie''
Autor: K.A. Linde 
Wydawnictwo: Burda Książki







Ta książka znalazła się na mojej półce pod wpływem impulsu. Dobrze wiecie, że nie przepadam za romansami, ale nie potrafiłam odmówić zamówienia sobie tej książki dokładnie w Walentynki. Poniżej zobaczycie, czy było warto.

Okładka
Okładka może wydawać się schematyczna, ale niewątpliwie ma swój urok. Miłość widoczna na zdjęciu, rozczuli każdego.

Spis treści
Książka nie posiada spisu treści. Przy tak dużej ilości rozdziałów, byłby on zbędny.  

Ilość stron
Książka liczy sobie 408 stron. Jak dla mnie, było to stanowczo za dużo. Naprawdę, można by się zmieścić w 300 stronach. Za dużo zbędnych opisów w tej książce się pojawiło. Ponadto irytowało mnie lokowanie produktów np. główna bohaterka nie miała na sobie zwykłych butów, tylko adidasy znanej marki, oglądała Netflixa zamiast losowo wybranej stacji. Chyba ktoś tu reklamował produkty z myślą o ekranizacji. Słaby zabieg.

Rozdziały
Książka podzielona jest na 2 części. Żadna z nich nie posiada osobnych rozdziałów, których razem jest 51. Rozdziały zatytułowane są naprzemiennie imionami bohatera, który w danej chwili prowadzi narrację. 

Opis
,,Zawsze przy tobie'' to 5 część cyklu Mrs. Wright. Jest to seria opowiadająca o rodzeństwie Wright. Bohaterką tej części jest Sutton. Ponad rok temu została wdową, wychowującą dwuletniego chłopca. Kobieta krok po kroku próbuje złapać życiową równowagę. Pomaga jej w tym Dawid Calloway - jeden z pracowników rodzinnej firmy. Czy czas rzeczywiście leczy rany? Czy główna bohaterka ma w sobie wystarczające pokłady siły by na nowo otworzyć serce?

Długość czytania
Przeczytanie tej książki zajęło mi 3 dni. Muszę przyznać, że męczyłam się z nią. Sztywne dialogi, ckliwe rozstania i powroty nie ułatwiały mi sprawy.

Cytaty
-,,Dawid był latarnią w ciemności. Jego światło powstrzymywało mnie przed opadnięciem na dno oceanu i zatonięciem w żalu'',
-,,Wszystkie obietnice nic nie znaczą, jeśli nie potwierdzają ich czyny''.

Moja opinia + ocena 
Wiecie dlaczego nie lubię romansów? Bo większość z nich są albo do bólu schematyczne, bądź przesłodzone. Naprawdę rzadko zdarza się, by jakaś historia miłosna na tyle mi się spodobała, by móc o niej pamiętać jeszcze przez długi czas. Historia tych dwójki bohaterów w ogóle mnie nie zainteresowała. Najzwyczajniej w świecie nie uwierzyłam w ich uczucie, które dla mnie było miałkie. Miałam wrażenie, że postaci z książki są awatarami z gry Simsy, które autorka stworzyła dla zabawy. Ta powieść miała mnie wzruszyć, trzymać w napięciu, uwieść - dobre sobie. Pocieszanie kobiety po stracie męża naprawdę już nie robi na mnie większego wrażenia. Człowiek już na stracie emocjonalnie jest ustawiony i jego poziom wzruszenia nie wzrasta, lecz maleje. Tak było ze mną. Początkowo książka mi się podobała, ale później już było znacznie gorzej. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego autorzy za wszelką ceną próbują budować relację dwójki osób zaczynając od fizycznego zbliżenia. Nie lubię tego w obyczajówkach, bo w tym gatunku występuje zbyt duży kontrast. W jednym rozdziale mamy współczuć głównej bohaterce, łączyć się z nią w bólu, by po kilu stronach pochwalać jej łóżkowe wygibasy. Cholera!!! W erotyku niech się na każdej stronie ze sobą miętolą, bo od tego jest ten gatunek. Nieźle mnie poniosło, więc pora zakończyć moją opinię oceną - 3/10.

Komu polecam?
Polecam tę książkę osobom, które lubią nieskomplikowane historie, trochę schematyczne, ale emocjonalne. Fani romansów, nie powinni być zawiedzeni. 

 Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu:


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

104. Marcowe podsumowanie książkowe.

106. Czy coś można udowodnić drugiej osobie?