65. Co ja w nim widziałam - czyli historia czerwonego krawatu.

To pytanie zadaję sobie przy okazji odkurzania wspomnień. Jestem osobą, która łatwo się zakochuje, bez trudu wpada w stan zauroczenia, co później skutkuje dużym rozczarowaniem - sama jestem sobie winna. Odpowiadając na pytanie zadane powyżej - widziałam w nim kogoś z kim mogłabym być szczęśliwa. Jeszcze kilka lat temu gdyby ktoś zapytał mnie czy widzę dla nas jakąś nadzieję, bez zastanowienia powiedziałabym tak - jednak czara goryczy się przelała. Co takiego się stało? Po raz kolejny przyłapałam go na kłamstwie. Byłam przekonana, że się zmienił, że dorósł, ale jak widać jego misją jest iść przez świat z kłamstwem.

W obecnej chwili jestem na siebie bardzo zła. Kłamstwo które wyszło na jaw zupełnie przez przypadek spowodowało, iż nie mogę przestać myśleć o nim. Nie to, żebym nadal go kochała, wręcz go nienawidzę. Wolałabym jednak, by był mi obojętny, bo od nienawiści do miłości linia jest bardzo cienka.

Z perspektywy czasu powinnam być szczęśliwa, że między nami do niczego nie doszło, ale nie wiedzieć czemu cały czas mam przeczucie, że gdyby był ze mną, dziś byłby zupełnie innym człowiekiem. Pamiętam doskonale moment, w którym uczucie jakim go obdarzyłam spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Broniłam się przed nim rękami i nogami. Gdzieś podskórnie czułam, że będę cierpieć. Niestety nie myliłam się, co potwierdza historia czerwonego krawatu, o której chcę wam opowiedzieć.

Historia o której piszę wydarzyła się kilka lat temu. Koleżanka z którą dość długo się nie widziałam, chciała odnowić znajomość i zaprosiła mnie na prywatkę. Na imprezie pojawił się również Bartek ( imię to nadałam mu na czas wpisu ). Znaliśmy się już wcześniej, kilka razy spotkaliśmy się na tego typu imprezach. Nie ukrywam, że gdy go zobaczyłam, serce zaczęło mi mocniej bić ale jednocześnie zapaliła się w głowie czerwona lampka, co tylko zmobilizowało mnie do tego by trzymać się jak najdalej od niego. Podczas jednej z imprez doszło między nami do małego spięcia, którego nie wspominam najlepiej, więc wolałam go unikać. Początkowo nawet mi się to udawało, zważywszy jednak na niezbyt duży metraż mieszkania chcąc nie chcąc musieliśmy na siebie wpaść. Na początku rozmowa się nie kleiła, nadal pamiętałam sytuację sprzed kilku tygodni, jednak w miarę upływu czasu było coraz lepiej i nawet przyszła mi do głowy myśl, że nawet niezły z niego koleś. Po jakimś czasie Bartek zaprosił mnie do tańca. Rzadko kiedy mam okazję tańczyć w parach, bo nie mam z kim, a jak już znajdzie się jakiś partner, robię to tak niezdarnie, że większość się poddaje. Na moje szczęście Bartek bardzo dobrze mnie prowadził i udało nam się stworzyć całkiem niezły duet. Gdy tak tańczyliśmy przypomniała mi się piosenka Kasi Kowalskiej ,,Prowadź mnie''. Niby to nic wielkiego, ale ja poczułam się jak księżniczka. Niestety nastrój prysł, gdy impreza nabrała tempa i Bartek zaczął być obiektem zainteresowania większej liczby kobiet. Poczułam się trochę samotna. Jako jedna z niewielu nie piłam alkoholu, więc wzięłam nogi za pas i skierowałam się w stronę domu. Po kilku krokach usłyszałam jak ktoś za mną idzie. Z początku się przestraszyłam, zaczęłam iść coraz szybciej. Nagle ktoś dotknął mojego ramienia, odskoczyłam jak oparzona, na szczęście to był tylko Bartek. Objął mnie w pasie, zapytał czy może mnie odprowadzić. Zgodziłam się, bo co miałam do stracenia? Uwierzcie te kilka minut ( bo mieszkam niedaleko od miejsca imprezy ) były dla mnie czymś wyjątkowym. Odprowadzona pod dom załapałam się jeszcze na buziaka w policzek. Żałuję, że nie był to pocałunek w usta, ale chyba byłoby to zbyt wiele?

Dwa dni później zadzwoniła do mnie koleżanka w sprawie krawatu, która poprosiła mnie bym oddała zgubę właścicielowi. Okazało się, że Bartek po odprowadzeniu mnie wrócił na imprezę i tam musiał zostawić tą część garderoby. Byłam zdziwiona, nie widziałam powodu dla którego to właśnie ja mam to zrobić. Koleżanka użyła jednak argumentu o rewanżu za odprowadzenie z imprezy, a ja nie bardzo wiedziałam jak się wykręcić, kiepsko u mnie z asertywnością, więc zgodziłam się.

Bartka nie było w domu, drzwi otworzyła mi dziewczyna, która na wstępie poinformowała mnie, że jest jego ,,przyjaciółką''. Był to dla mnie wielki cios. Zbyt przesadzone byłoby stwierdzenie gdybym powiedziała, że mój świat się zwalił, po prostu poczułam się oszukana. Czułam się jak Kopciuszek, który zgubił buta ze świadomością, że nigdy go nie odzyska, bo królewicz nie pofatyguje się by go oddać. Oddałam krawat dziewczynie, która nawet nie dociekła skąd go ma. Być może była już przyzwyczajona, że Bartek co noc gubi jakąś część garderoby.

Minęło kilka tygodni, starałam się omijać imprezy w których Bartek potencjalnie mógł uczestniczyć.  Czułabym się źle widząc go. Spokój jednak nie trwał długo. Dwa miesiące po owym zdarzeniu zadzwonił do mnie z prośbą o spotkanie. Nie potrafiłam odmówić, jakaś cząstka mnie bardzo chciała  go zobaczyć. Chyba żywiłam jeszcze jakąś nadzieję, że on + ja = uczucie. Pojechaliśmy na obrzeża miasta, na skraj lasu. Nie ukrywam, że początkowo bałam się, nie potrafiłam zrozumieć jego zachowania. Gdy zatrzymaliśmy się on przybliżył swoją twarz do mojej i zaczął mnie całować. Cały mój żal, uraza, nieufność gdzieś zniknęły. Nie bardzo wiedząc jak się bronić, odwzajemniałam jego pocałunki. W pewnym momencie Bartek zapytał czy miałabym ochotę pojechać do jego domu. Doskonale wiedziałam o co mu chodzi, przecież wiedziałam jakim jest mężczyzną, a jednak się zgodziłam. Bartek był i jest jak na razie pierwszym mężczyzną o którym myślałam w tych kategoriach.

Kiedy weszliśmy do domu Bartek wskazał mi drogę do pokoju, a sam poszedł zatelefonować. Weszłam do pokoju i zobaczyłam czerwony krawat na biurku. Czar prysł, wspomnienia wróciły jak bumerang. Nie pozostało mi nic innego jak ulotnić się po cichu. Wychodząc wzięłam ze sobą czerwony krawat.

Pozwólcie, że tajemnicą pozostanie czy krawat jest nadal w moim posiadaniu...

I tak oto wygląda historia czerwonego krawatu. Jest ona skrócona, skupiłam się na najważniejszych momentach. Czytając to możecie mieć wrażenie, że to jakaś bajka, streszczenie filmu. Sama takie wrażenie odczuwam. Ale czy to nie życie pisze najlepsze scenariusze?  Od czasu naszego ostatniego spotkania minęły 2 lata. Pewnie zastanawiacie się dlaczego akurat teraz o tym piszę - niedawno miałam okazję zobaczyć właściciela krawatu. Popatrzeliśmy na siebie i żadne z nas nie zrobiło kroku w stronę drugiej osoby. Było to dosyć smutny widok dla kogoś, kto mógł obserwować to z boku. Ja z racji mojej upartości nie podeszłam do niego, ale on zawsze taki chętny dlaczego nie podszedł? Jedno było widoczne na pierwszy rzut oka, cała ta jego pewność siebie która być może niektórych raziła gdzieś uleciała. Mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że stał się wrakiem człowieka, którym ja chętnie bym się zaopiekowała.


Chcąc nie chcąc porównywałam go do mojej pierwszej nieodwzajemnionej miłości i wydawało mi się przez moment, że jest w stanie złożyć mnie z powrotem w całość. Gdyby nie to, że przejrzałam na oczy nadal byłby przeze mnie idealizowany. Przez moment miałam poczucie, że może mnie pokochać taką jaką jestem, bez żadnych dodatków, lecz może to nie mam pisana była miłość. Do dziś pamiętam każde jego spojrzenie, w którym doszukiwałam się swojego odbicia, każde jego muśniecie, dotyk, który działał na mnie elektryzująco. Być może teraz rozumiecie, dlaczego tak brakuje mi bliskości. Zostałam nią nakarmiona połowicznie, bardzo mi zasmakowała, niestety nie starczyło już jej więcej dla mnie.

Na koniec uraczę was amatorskim wierszem mojego autorstwa:


Byłeś dla mnie kimś nowym
światłem nadziei
na lepsze wczoraj, dziś, jutro.
Z każdym kolejnym dniem
twoja obecność gasła.
Wczoraj byłeś 
dzisiaj jesteś
jutro odejdziesz.

Komentarze

  1. Oj bo faceci to są świnie. Tylko dla jednej kobiety 10% a dla drugiej 90%

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie obraź się ale byłaś poprostu naiwna myśląc że on może Cię pokochać.Był "miły" bo Ty byłaś otwarta na jego gierki, myślał że chcesz tego samego skoro na wszystko sie godziłaś. Nie odzywał się później, bo odeszłaś. Chciał się pobawić a ty uciekłaś, więc po co miał cię gonić sokoro wokół tyle chętnych panienek. Facet który kocha nie próbuje od razu całować dziewczyny i nie ciągnie jej ani do lasu ani do swojego domu, jest ostrozny zeby mu skarb nie uciekł wypłoszony sprzed nosa :) Kiedys spotkasz kogos takiego i zrozumiesz, nie oddawaj sie tak łatwo. Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, pisząc o mojej naiwności i o tym, że jak spotkam tego jedynego to wszystko przybierze inne kształty. Dziękuję. :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

190. #Pielęgniarkiscenyzeszpitalnegożycia Christie Watson 40/2019