67. Recenzja filmu ,,Przeczucie''.

źródło: www.filmfan.pl




Tytuł: ,,Przeczucie''
Reżyseria: Mennan Yapo
Gatunek: dramat, thriller psychologiczny
Premiera: 11 maja 2007 ( Polska )
Czas trwania: 1h 36 minut


Linda ( Sandra Bullock ), wiedzie spokojne życie u boku współmałżonka Jima ( Julian McMahon ) i 2 córek. Pewnego dnia jej spokojne życie burzy informacja o śmiertelnym wypadku męża. Następnego dnia Linda widzi swojego partnera, który jakby nigdy nic pije kawę w kuchni. Początkowo tłumaczy to sobie sennym koszmarem, jednak następnego dnia budzi się w dniu pogrzebu swojej drugiej połówki. Co w taki razie jest nie tak? Co tak naprawdę jest snem a co jawą? Po pewnym czasie do kobiety dociera, że jej mąż umrze, ale dzięki jej przeczuciom, może go uratować. Czy jej się uda - przekonacie się oglądając film.

Patrzę na monitor i znowu nie wiem jak zacząć recenzję. W sumie już ją zaczęłam wystukując poszczególne wyrazy na klawiaturze. Zaczynając kolejny opis filmu zawsze towarzyszy mi strach, że może czegoś nie dopowiem, przypadkowo wkradnie się jakiś spojler, który kogoś odstraszy lub najzwyczajniej w świecie pojawią się jakieś literówki, błędy logiczne, których nie wychwycę przy pisaniu. Oprócz tych złych emocji towarzyszy mi również niesamowite podniecenie wręcz bym nawet powiedziała ekstaza - skąd ona się bierze - trudno to wyjaśnić. Po prostu już tak mam. Czytam te swoje recenzje filmowe i wiecie co, nie zabrzmi to może zbyt skromnie ale uważam, że naprawdę idzie mi to bardzo dobrze. Moim konikiem zawsze były recenzje książkowe. Pani w szkole nieraz chwaliła mnie za mój styl pisania, dobre podejście do tematu, ale na przestrzeni czasu, gdzieś to utraciłam. Kiedy zabieram się za recenzję książki od samego początku napotykam na trudność zwaną blokadą. Mam wrażenie, że się duszę i to niestety przerzuca się na wpisy, co powoduje ich niską frekwencje. Z filmami jest odwrotnie. Wystarczy moment, chwila, by film mi się spodobał, i mam poczucie, że oddycham. Teraz nadszedł czas bym wam opowiedziała jak to się stało, że kolejny raz trafiłam na film, który spowodował u mnie tyle emocji.

Idą wakacje, stacjonarne seriale powoli chylą się ku końcowi, jest więc szansa załapać się na powtórki filmów sprzed lat, lub ,,nowości'' na których nie byłam w kinie. Jak już pewnie wiecie i pamiętacie przy okazji filmu ,,Bez twarzy'' wspomniałam, że  robię małe śledztwo polegające na sprawdzeniu programu telewizyjnego, bym wiedziała mniej więcej jak mam zaplanować sobie dany wieczór. Polecam stronę onet.pl, program tam jest przejrzysty i łatwy w obsłudze, dzięki niemu odkryłam naprawę wiele fajnych filmów. Przeglądając wyżej wymienioną stronę trafiłam na film ,,Przeczucie''. Kierowana intuicją kliknęłam na dzióbek i moim oczom ukazała się obsada a w niej Julian McMahon. Jako nastolatka podkochiwałam się w nim, za czasów jednego z moich ulubionych seriali zagranicznych pt. ,,Czarodziejki'' ( odsyłam do wpisu Moje zagraniczne serialowe podium ), więc nie miałam innego wyjścia jak zobaczyć go w innej odsłonie.

Jeżeli chodzi o sam film - nie zawiodłam się absolutnie na niczym - ani na grze Sandry, której fanką nie jestem, ani nawet na zakończeniu którego się nie spodziewałam, ale tak jak obiecałam nie mam zamiaru wam niczego zdradzać. Jeżeli chodzi o mnie, uwielbiam spojlery - choć nie zawsze z nich korzystam. Tym razem jednak się zdecydowałam i nie zawiodłam się, bo przeczytałam w sumie kilka wersji zakończenia, mając wrażenie, że każda z komentujących osób oglądała inny film, dzięki czemu tak na dobrą sprawę nie domyśliłam się ostatecznego rozwiązania.  Ale na przyszłość - spojlery to nie do końca dobry pomysł, uwierzcie mi ja też uczę się radzić sobie bez nich.

Ocena dla tego filmu nie powinna was zdziwić bo będzie to:




Co składa się na tak wysoką ocenę:

1. Sam pomysł na film - miał on ręce i nogi, co z początku może nie wydawać się takie oczywiste, jednak bądźcie cierpliwi i nie rezygnujcie zbyt wcześnie. Uwierzcie mi, końcówka jest w pewnym sensie bardzo prosta, ale w swojej prostocie okazuje się tak nieoczywista, że... no właśnie że co. Powiedzieć, że wysadziła mnie z fotela nie mogę, bo oglądam filmy leżąc w łóżku, ale mogę śmiało stwierdzić, że długo dochodziłam do siebie po tym filmie. Moja agentka sama może przyznać, że jestem szybką osobą tzn. większość rzeczy robię w sprinterskim tempie, ale stanowczo wolno dochodzę [ już ja wiem co wam chodzi po głowie ;) ].

2. Obsada filmu jak najbardziej na plus - jak bardzo nie lubię Sandry, tak w tym filmie bardzo mi się podobała jej gra. Być może gdybym zaczęła od tego filmu, dziś byłabym jej wielką fanką. Chociaż może nie jest jeszcze za późno - do serii z Jamesem Bondem też nie byłam nigdy przekonana, aż zjawił się pan Daniel Craig, który spowodował, że otworzyłam się na przygody Agenta, więc jeszcze wiele przede mną. Ale z drugiej strony jednak jaskółka wiosny nie czyni, więc teraz ruch należy do mnie - skuszę się na co najmniej jeden film z Sandrą, którego do tej pory nie widziałam i to powinno mi pomóc. Co do drugiej postaci, dla której zdecydowałam się obejrzeć film - w sumie fajnie było go widzieć na ekranie i... tyle mam do powiedzenia. Zabrakło mi tego nazwijmy to ciepła w sercu, które czułam kiedyś widząc go na ekranie, i  poczułam się staro. Minęło już ponad 10 lat kiedy się w nim podkochiwałam, na przestrzeni lat moi idole się zmieniali, ale jakiś sentyment powinien pozostać - nieprawdaż? A tu nie pozostało za wiele, dlatego w tym celu zaczęłam oglądać ,,Czarodziejki'', by upewnić się na czym stoję.

3. Muzyka - w filmach zagranicznych rzadko zwracam na nią uwagę, w polskich zwracam zawsze, bo wiele piosenek naszych rodzimych podśpiewuje sobie długo po emisji filmu. W tym filmie muzyka nie przeszkadzała mi, bo w sumie nie pamiętam ze ścieżki dźwiękowej nic. Tak bardzo skupiłam się na akcji, nie pogubieniu się w dniach tygodnia, że nie zwracałam uwagi na inne sprawy.

4. Ocenę tak wysoką daję tylko takim filmom, które czuję. Co to znaczy? Znowu zabrzmi to dwuznacznie, ale lubię kiedy film wchodzi we mnie, a ja w niego co powoduje obopólną przyjemność. Wstając w czwartek przyłapałam się na tym, że weszłam w rolę głównej postaci i w myślach zadałam sobie pytania: który dziś dzień tygodnia? Czy dzisiaj dowiem się o śmierci męża? Jeżeli ja zwykły ludzik aż tak weszłam w rolę, to co ma powiedzieć aktorka, która gra tą postać. Zaciekawiło mnie moje zachowanie, któremu muszę się bacznie przyjrzeć, być może to był tylko jednorazowy wybryk z mojej strony.

5. Jako małe dziecko uwielbiałam bajki w których na końcu występował morał a dziś jako duża dziewczynka poszukuję tego w filmach. Każdy film, nawet horror czy thriller, czegoś nas uczy - to zależy od nas czy będziemy się tego doszukiwać. Ja jako detektyw z pasji, staram się poszukiwać jakiś drogowskazów w danym dziele i akurat w tym też znalazłam. Nie chcę tutaj za dużo zdradzać, nasuwa mi się pewna myśl, która zdradziłaby zakończenie, a chcę abyście to wy doszli sami do pewnych wniosków. Powiem tylko tyle, że ja oglądając ten film doszłam do banalnego wniosku - miłość i wybaczenie naprawdę się opłaca.

Kończąc moje wypociny chcę poruszyć pewien temat. Bardzo napaliłam się na recenzje książek, widzę, że odnosi to marny skutek ( liczba wyświetleń to pokazuje ). Być może podejmę decyzję o chwilowym zawieszeniu wpisów o tematyce książkowej - potrzebuję tlenu na pisanie recenzji filmowych. Ktoś stwierdzi, że przez to mogę stracić szansę na współpracę z wydawnictwem. A któż by chciał pracować z osobą, której recenzje nie są czytane? Także życzcie mi powodzenia i bądźcie ze mną, bo bardzo pomaga mi wasza obecność.
Recenzje innych filmów:

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

121. Lipcowe podsumowanie książkowe

117. Nie wie nikt, czyli przedurodzinowe rozmyślania.