82. Jesteśmy stworzeni do radości, czyli relacja z koncertu Mateusza Ziółko.

Staram się dobrać słowa, by ten wpis należał do serii: jestem z niego dumna. Czy tak będzie? Zapewne, kilka razy pozbędę się zdań, które nagle będą wydawać mi się zbędne, ale myślę, że efekt końcowy zadowoli zarówno mnie i was. 

Trudno jest mi od razu przejść do opisu relacji, ponieważ mam ogólny problem z relacjonowaniem wydarzeń. Wynika to chyba z tego, że cenię sobie ubogość słowną. Brzmi to dość dziwnie, bo przecież niejednokrotnie byliście świadkami moich długich wpisów, ale zauważcie, że częściej składają się one z moich przemyśleń, niż z suchych faktów.

Kiedy dowiedziałam się, że Mateusz Ziółko zjawi się w mojej miejscowości, oniemiałam. Dla mnie pojawienie się tego artysty w Opolu już byłoby dużym przeżyciem, a mając świadomość, że będzie on kilkanaście metrów od mojego miejsca zamieszkania, czułam, że chwyciłam Pana Boga za nogi. Od momentu otrzymania biletu do rąk, niecierpliwie odliczałam tygodnie do koncertu, jednak kilka dni przed występem, nie miałam czasu, by się nim nacieszyć. Mam obecnie gorszy czas, co powoduje, że w moim życiu brakuje radości. Poprzez te gorsze momenty, doszłam do pewnych wniosków. Kiedyś spełniania marzeń, lub samo ich posiadanie sprawiało mi wiele radości, dzięki nim pokonywałam swoje słabości, co pozwoliło mi czuć, że żyję. Od pewnego czasu marzenia, traktuję obojętnie. Kiedy dojdzie do ich spełnienia odhaczam je z listy, jakbym skreślała zakupiony produkt w supermarkecie. Wewnętrznie mnie do wyniszcza, powoduje, że od środka gnije. Dlaczego o tym wspominam? Koncert Mateusza znajdował się w 3 najskrytszych marzeń i jego spełnienie powinno pozbawić mnie tchu, naładować taką pozytywną energią, bym była gotowa walczyć z wiatrakami, a w sumie nic takiego nie miało miejsca. Chyba kieruje mną strach. Boję się, że radość, którą mogłabym wytworzyć, zostanie mi odebrana. Czy ja już wspominałam, że jestem tchórzem? Jeżeli nie - to macie na to dowód.

Dobrze, już dobrze wyrzuciłam z siebie to co miałam teraz czas, na suchy opis. Koncert Mateusza Ziółko, miał miejsce 20 października 2017 r. o godzinie 19:00 w Powiatowym Centrum Kultury w Strzelcach Opolskich. Akurat trafił mi się 4 rząd, miejsce 52 (5+2=7) - nie żebym była jakimś wróżbitą, ale mam poczucie, że 7 coś znaczy). Jako, że jestem z natury niedowiarkiem, jeszcze długo, po rozpoczęciu koncertu nie mogłam uwierzy, że na scenie znajduje się zwycięzca trzeciej edycji The Voice of Poland. Musiałam co jakiś czas zerkać na siostrę, bo tylko jej widok udowadniał mi, że jestem w dobrym miejscu.

W czasie trwania koncertu odczuwałam wiele skrajnych emocji - od radości do smutku, od wzruszenia do nostalgii. Była to zasługa utworów jakie zostały zaprezentowanie na scenie, oraz dialogu jaki prowadził artysta z publicznością. Dał się poznać jako otwarty, sympatyczny mężczyzna z poczuciem humoru, którego przez życie niesie wiara, nadzieja, miłość. To dzięki jego postawie i piosence Na nowo wpadł mi do głowy tytuł na wpis. Początkowo miał on brzmieć jesteśmy stworzeni do miłości, ale brzmiało to moim zdaniem zbyt religijnie, i chcąc znaleźć ,,synonim'' tego słowa wpadł mi do głowy wyraz radość.


źródło: aleksandramroczko.pl


Co mogę powiedzieć o kolejce po autografy? Otóż, muszę wam się przyznać do tego, że to właśnie tam odczułam najwięcej stresu. Przed koncertem, podczas jego trwania, ani nawet zaraz po, stres mi absolutnie nie towarzyszył. Zmieniło się to w momencie stania w ogonie, liczącym kilkanaście osób. Nie przepadam za tłumem ludzi, co przekłada się na to, że zazwyczaj znajduję się na końcu kolejki, w następstwie czego denerwuję się, że zabraknie  mi czasu na zrealizowanie moich założeń. Niestety czarny scenariusz się sprawdził. Kiedy nadeszła moja kolej, zdobyłam się jedynie na przywitanie z artystą (z tego co się zdążyłam zorientować, tylko ja tak postąpiłam). Było to dość miłe i skraca dystans (tym bardziej kiedy zamiast, imienia zostajesz nagrodzona pseudonimem). Miałam Mateuszowi wiele do powiedzenia, jednak osoba w kolejce przede mną użyła podobnych słów, i nie chcąc wyjść na plagiatora odpuściłam sobie. Ponadto miałam jakieś takie dziwne poczucie, że nie powinnam rościć sobie do niego praw. Owszem kibicowałam mu w The Voice of Poland, ale niektórzy byli z nim od samego początku, znają teksty wszystkich jego piosenek na pamięć, więc to im powinnam ,,zrobić miejsce''.

Czy są wśród moich czytelników fani Mateusza? Mieliście okazję być na jego koncercie? Jakie macie zdanie na jego temat? Serdecznie zapraszam do dyskusji.

PS. Poniżej,udostępniam zdjęcie z artystą i jego aufograf na płycie.


Komentarze

  1. Nie chcę nikogo obrażać, ale to jedyny artysta który przyjechał do Strzelec i dawał z siebie wszystko, a nie, że przyjedzie do zadupia(za przeproszeniem) zagra i do domu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

116. Myślałam, że to pasja ale jednak nie.

121. Lipcowe podsumowanie książkowe