91. Co by było gdyby - opis filmu Family Man.

źródło: filmweb.pl


Tytuł: Family Man
Reżyseria: Brett Ratner
Gatunek: komedia romantyczna
Premiera: 12 grudnia 2000 (świat)
Czas trwania: 2h 5 minut


Jack Campbell jest biznesmenem, który uparci twierdzi, że ma wszystko - czy aby na pewno? W wigilijną noc zasypia w swoim apartamencie, po czym budzi się u boku swojej byłej narzeczonej, którą opuścił 13 lat temu. Okazuje się, że obecnie jest jego żoną, z którą ma dwójkę dzieci. Przerażony odkrywa, że jego dotychczasowe życie nie istnieje...
 
Co roku, w Wigilię, zasiadam przed telewizorem, w celu zobaczenia Kevina - od Polsatu zależy czy będzie on sam w domu czy w Nowym Jorku. W tym roku złamałam, dość spontanicznie tradycję, decydując się na świąteczny film z Nicolasem Cagiem. Oglądanie tego filmu sprawiło mi wiele radości - dzięki niemu, choć przez moment poczułam magię świąt, oraz skłoniło też do głębokiej refleksji, o której napiszę coś więcej poniżej. 

Film oceniam na:


Uzasadnienie oceny:

1. Obsada - moim zdaniem Nicolas Cage był stworzony do roli Jack'a. Pozostałe role też były wspanialne obsadzone: filmowa żona Kate Reynolds (Tea Leoni) i córka Annie Campbell (Makenzie Vega) - razem w trójkę tworzyli fajny skład, co dało się wyczuć na ekranie.

2. Muzyka - niezmiernie cieszyła ucho. Bajeczna muzyka Elfmana, teledysk przewodni do filmu stworzony przez Seala pt. ,,This could be heaven'' oddają cudowny klimat - link to piosenki.

3. Film może dla niektórych wydawać się produkcją, po której nie za wiele można się spodziewać, jednak ma on niesamowite auty w postaci lekkości, ciepła, poczucia humoru. Pomimo tego, że trwa on około 2 godzin, to czas spędzony na oglądaniu mija w miłej atmosferze.

4. Sceny  - w tym filmie jest ich tyle, że nie jestem w stanie wszystkich wymienić, ponieważ mocno bym tu spojlerowała. O kilku jednak wspomnę:

Scena I - La Donna E Mobile  za którą kocham Nicolasa. W końcu mogłam nie tylko wpatrywać się w jego piękne oczy ;).
Scena II - Jack wyjaśnia swojej córce, że nie jest jej ojcem - jest to przecudowna scena, świetnie pokazująca wzajemne porozumienie między aktorami.
Scena III - Jack przegląda nagrania wideo z urodzin żony - wzruszająca scena, dla mnie jedna z lepszych w tym filmie.
Scena IV - akcja na lotnisku - scena w której odkrywamy sens i przesłanie tego filmu.

5. Morał - film w sposób dość oczywisty, ale i niezwykle trafny pokazuje nam, co w życiu jest ważne.

Kończąc moje wypociny dodam jeszcze coś od siebie. Film ten jest mi dość bliski z jednego powodu. Otóż w moim życiu pojawił się mężczyzna, który odszedł bez pożegnania. Nieraz zasypiając, w głowie układałam (a może nadal układam) sobie scenariusz naszego wspólnego życia. Cały czas, gdzieś w sercu głęboko wierzę, że stanie kiedyś w moich drzwiach i okaże się, że mój scenariusz jest też jego scenariuszem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

121. Lipcowe podsumowanie książkowe

117. Nie wie nikt, czyli przedurodzinowe rozmyślania.