31. Moje zagraniczne serialowe podium.

Pomimo tego, że za oknem ładna pogoda, to ja zabrałam się za porządki. Było mi to bardzo potrzebne zważywszy na moje samopoczucie. Odkurzanie wspomnień ma dla mnie moc terapeutyczną, dobrze jest przypominać sobie, że kiedyś było się szczęśliwym człowiekiem. Odkąd pamiętam lubiłam oglądać bajki, później przerzuciłam się na seriale i filmy. Nie wszyscy to pochwalają, ale cóż, każdy ma jakieś hobby. Chciałabym teraz napisać o trzech serialach zagranicznych, które są bliskie mojemu sercu, do których wracam, bo wywołują u mnie szybsze bicie serca, niezależnie od ilości ich oglądania.

1. Zbuntowany anioł - to pierwszy serial jaki miałam okazję zobaczyć i który pokochałam od pierwszego odcinka. Dzięki niemu wyrosłam na marzycielkę i romantyczkę co nieraz dawało mi mocno w kość, ale nie żałuję tego. Kiedy dopada mnie jakiś dołek nie czekam ani sekundy i wsłuchuję się w piosenki Natalii Oreiro:
- Cambio dolor,
- De tu amor,
- Me muero de amor,
- Vengo del mar.

Utwory te bardzo poprawiają mi humor i stawiają mnie do pionu, kiedy mam wątpliwości czy moja wrażliwość jest wadą czy zaletą.
Jedna z głównych postaci Milagros grana przez Natalię do dziś ma na mnie duży wpływ. Już wyjaśniam dlaczego. Gdy zobaczyłam jak w serialu gania za piłką, marzyłam by stać się taką chłopczycą jak ona i tak chyba już mi zostało do dnia dzisiejszego (rzadko można zobaczyć mnie w sukience czy spódnicy). Dzięki niej zainteresowałam się piłką nożną, co w rezultacie przerzuciło się na wielką miłość do siatkówki :).

źródło: demotywatory.pl
2. Czarodziejki - zaczęłam oglądać ten serial będąc nastolatką co nie przeszkadzało mi marzyć o tym by posiadać  nadprzyrodzone moce ;). Byłam taką fanką serialu, że przez całe wakacje potrafiłam wstawać o 8 rano by obejrzeć którąś powtórkę z rzędu. Dla mnie osobiście serial, który był pełen ukrytych metafor, nauczył mnie też bardzo ważnej rzeczy - warto czekać na miłość, choćby miała ona trwać krótko. Z całego serialu urzekł mnie wątek Phoebe Halliwell graną przez Alyssę Milano i Cola Turnera granego przez Juliana McMahona. Do tej pory przyłapuję się na tym, że marzę o takiej miłości jaka spotkała właśnie tych bohaterów. Była to miłość bardzo trudna i krótka, ale prawdziwa i pełna namiętności. Na potwierdzenie mych słów przytoczę moim zdaniem jeden z lepszych momentów w serialu: Phoebe miała wątpliwości co do ślubu z Colem. Wypowiedziała zaklęcie, które miało jej pomóc w podjęciu decyzji. Wynikiem wypowiedzenia zaklęcia było pojawienie się małej Phoebe w wieku szkolnym i starszej w podeszłym wieku. Młodsza Phoebe była zauroczona Colem, bo uważała go za swojego księcia z jej ulubionej bajki o Kopciuszku, natomiast starsza Phoebe była nieufna wobec niego, ponieważ dobrze znała jego złe zamiary, ale mając nadzieję, że zmieni przeszłość próbowała go przekonać aby walczył ze swoją naturą, bo inaczej będzie zmuszona go zabić. Moment, który mnie najbardziej poruszył to chwila w której starsza Phoebe oddała życie za Cola. To moim zdaniem tylko potwierdza, że pomimo wszystko go kochała. Fragment filmiku znajdziecie na youtube.pl pod nazwą: Charmed: OldPhoebe/Cole - You can't kill me you never could.



źródło: http://www.fanpop.com



Dear Phoebe
If i'm deat right now.
I know it was is yours hand.
No one else in haven and hell had power over me.
Please don't cry I was dead.
Before I met you I was born the day you loved me and my love for you will keep me alive forever



Na podstawie tej sceny napisałam też krótki wierszyk:
Moja przeszłość przypomniała mi
że lubię bajkę o Kopciuszku
moja przyszłość pokazała mi
że jestem w stanie oddać życie za ciebie
moja teraźniejszość uświadomiła mi
jak bardzo cię kocham.

3. Skazany na śmieć - z tym serialem wiąże się inna historia. Nie byłam jego fanką od początku. Na moje szczęście wszyscy wokoło mówili o nim i ja też dałam się skusić. Trafiłam na końcówkę sezonu pierwszego i wiedziałam, że ten serial skradnie moje serce i tak jest do dziś. Oczywiście przyczyniły się do tego zwroty akcji a w szczególności obsada. Jeżeli chodzi o polskich aktorów to od dawna miałam swojego idola, ale jeżeli chodzi o zagranicę nikt nie potrafił mnie zachwycić. Wentworth Miller był wart czekania. On podobnie jak Daniel Craig czy Tomasz Schuchartd (niedawno przeze mnie odkryty) ma w sobie taki magnetyzm, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Poza tym Wentworth jest dla mnie osobą z której można brać przykład, podziwiam go w szczególności za odwagę. To dzięki niemu odważyłam się napisać o moim samobójstwie. Z niecierpliwością czekam na serię 5.
Jeżeli chodzi o jakiś mój ulubiony moment w serialu to jako takiego nie mam, każdy odcinek dostarczał mi tyle emocji, że wybór ulubionej sceny jest trudny.

Domyślacie się pewnie, że nie przez przypadek te filmy należą do moich ulubionych. Zauważyliście, że często wspominam o wątkach miłosnych. Brakuje mi a właściwie nie brakuje bo takowej jeszcze nie poczułam, raczej potrzebuję takiej miłości, zakochania się. Dopóki takowa mnie nie spotka będę żyła miłościami serialowymi.

Dziękuję, tym osobom, które przeczytały ten wpis. Nie jest to może coś czego się po mnie nie spodziewaliście, być może dojdziecie do wniosku, że tracicie czas czytając moje wpisy. Mam nadzieję, że znajdzie się choć jedna osoba, która w jakimś stopniu mnie zrozumie.


Tak na koniec chciałabym życzyć wszystkim moim czytelnikom (mam nadzieję, że oprócz kobiet czytają moje wpisy też mężczyźni) prawdziwej miłości, którą każdy z nas musi sobie zdefiniować sam...

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

190. #Pielęgniarkiscenyzeszpitalnegożycia Christie Watson 40/2019