43. Singielka na pełny etat.

Singielka z konieczności czy z wyboru? Zadałam sobie to pytanie niedawno i teraz postaram się na nie odpowiedzieć za pośrednictwem wpisu. Sama jestem ciekawa co z tego wyjdzie...

W sobotę miała miejsce w mojej rodzinie wielka impreza - dziadkowie obchodzili 50 rocznicę ślubu. Taka uroczystość skłania do refleksji, tym bardziej kiedy trzeba ją przeżyć samemu. 

O tym, że impreza o której wspominam powyżej się odbędzie wiedziałam już od dawna. Byłam świadoma tego, że pójdę na nią sama, jak na wszystkie urodziny, wesela itp. Do pewnego momentu mogłam liczyć na moją siostrę, która zawsze mnie wspierała, ale teraz nieco się pozmieniało, ponieważ znalazła ona swoją drugą połówkę. Nie żebym była zazdrosna (no może odrobinę na początku), ale to znacznie zmienia postać rzeczy. Bo wiecie, zawsze trzymałyśmy się razem, ale teraz jej uwaga musi być podzielona, co czasem kończy się tym, że któraś ze stron ponosi straty. 
Co do mojej zazdrości, nie może być ona wielka, ponieważ nie robię nic w tym kierunku by zmienić swoje życie. Przecież gdybym chciała mogłabym znaleźć sobie partnera, by móc z kimś no nie wiem potańczyć, pogadać, ale nie zrobiłam tego z dwóch powodów:

a) po pierwsze, gdybym szukała wśród znajomych popełniłabym duży błąd. Zacznijmy od tego, że nie mam przy sobie żadnego kumpla, który nadawałby się do roli ,,chwilowego'' chłopaka. Gdybym nawet miała takiego, to zapraszanie go na tak ważną rocznicę niesie za sobą ryzyko, że owy dżentelmen, mógłby sobie za dużo pomyśleć, coś dodać, a mi nie bardzo takie rozwiązanie pasowało;

b) po drugie, szukanie nieznajomego, lub kogoś z polecenia, zawsze (przynajmniej ja mam takie doświadczenia) kończy się klapą. Wiecie w grę wchodziło ogłoszenie matrymonialne w Kauflandzie, ale po czasie z niego zrezygnowałam. Wystąpienie w programie ,,Rolnik szuka żony'' też brałam pod uwagę, ale żaden rolnik nie spełnił moich wymagań ;).

Ktoś życzliwy powie, że powinnam cieszyć się z takiego stanu rzeczy, ponieważ sama nie robię nic w kierunku zmiany. To nie tak, że jest mi wygodnie z takim stanem rzeczy. Problem tkwi gdzieś głębiej, a ja nie potrafię, go przejść. Być może wynika to ze strachu, że się nie uda, a ja nie mam na tyle odwagi by zawalczyć? Jedno wiem na pewno, miewam czasem chwile załamania, ale czuję wewnętrznie, że aktualny stan mi odpowiada.



Komentarze

  1. Nie jesteś sama na tym świecie, są chwilę załamania jak we wszystkim, ale głowa do góry może kiedyś znajdziesz sobie kogoś,a teraz ciesz się życiem,życzę powodzenia i na prawdę super piszesz bloga tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa. To dla mnie naprawdę bardzo ważne.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

121. Lipcowe podsumowanie książkowe

190. #Pielęgniarkiscenyzeszpitalnegożycia Christie Watson 40/2019