69. Samobójstwo - odwaga czy tchórzostwo?

Pytanie, które jest tytułem postu zadałam sobie niedawno, a powinnam zrobić to już kilka lat temu. Być może na przestrzeni czasu odpowiedzi byłyby różne, postanowiłam jednak teraz znaleźć moim zdaniem tą właściwą.

Skąd pomysł na taki wpis? Otóż obok recenzji książek, filmów, wydarzeń, staram się od czasu do czasu poruszyć temat, który skłania do refleksji, dyskusji. Ostatnio w moim życiu źle się dzieje. Na 7 dni w tygodniu przynajmniej 5, to okres kiedy wchodzę powiedzmy w taką ciemną otchłań. Nie potrafię normalnie rozmawiać z ludźmi, irytuję się, co dość często kończy się tym, że wszyscy odsuwają się ode mnie. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że wcale mnie to nie smuci. Wręcz przeciwnie - w jakimś sensie raduje mnie ten stan rzeczy, ale kiedy przychodzi wieczór nachodzi mnie takie dziwne uczucie, coś jakby na kształt refleksji. W mojej głowie pojawiają się pytania: co tak naprawdę robię ze swoim życiem? Dlaczego odtrącanie ludzi sprawia mi przyjemność? Dlaczego coraz częściej odwracam się od osób, które są mi życzliwe? Powód jest jeden. Kiedy ja potrzebowałam pomocy nikogo przy mnie nie było, więc teraz według MOJEJ logiki, nikt nie ma prawa mi towarzyszyć. Nie zawsze jestem w stanie siebie zrozumieć, ale wiem w czym tkwi problem - w strachu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo się boję. Kiedyś czułam się panią życia i śmierci. W końcu miałam w ręku największy atut - mogłam odebrać sobie życie wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Paradoks tego jest taki, że byłam naprawdę szczęśliwa. Moim buforem był fakt, że gdyby coś poszło mi nie tak, zawsze mogę podciąć sobie żyły czy zażyć tabletki ( ale żenada ). Z czasem coś we mnie pękło, odbudowałam się i doszłam do wniosku, że musi czekać mnie coś dobrego w życiu, i nie warto go samemu sobie odbierać. Nie wiem czy to nie był błąd. Przez kilka lat jakoś dawałam sobie radę, nawet całkiem nieźle. Niestety od pewnego czasu stałam się straszną ciapą.

Jakiś czas temu zemdlałam w pracy. Dla mnie był to szok - nigdy do tej pory nic podobnego mnie nie spotkało. Oczywiście wyniki pokazały, że jestem okazem zdrowia, co tylko utrudniło lekarzom postawienie diagnozy. Po jakimś czasie okazało się, że występują u mnie migreny. Wystarczy, że się zdenerwuje, głowa boli mnie tak mocno, że jedyne o co proszę to możliwość posiadania mocy, która przy pstryknięciu palcami spowoduje, że pojawi się przede mną gilotyna, dzięki której odetnę sobie tę część ciała. Oczywiście ten najgorszy ból mija po jakimś okresie, ale skutki tego odczuwam jeszcze przez jakiś czas - albo jestem rozdrażniona, albo mi niedobrze a w najlepszym wypadku śpię po min. 10 godzin ( jeżeli mam taką możliwość ). Wiecie dlaczego się tak panicznie boję -  bo przestałam panować nad swoim życiem. Zawsze to ja byłam o krok do przodu a tym razem życie, przeznaczenie, los dało mi pstryczka w nos co bardzo mnie wewnętrznie rozwaliło.

Mało kto wie, że mam za sobą próby samobójcze - przecież ty Iwonka zawsze się uśmiechasz, wręcz promieniejesz - bo tak jest łatwiej. Przecież nie wytatuuje sobie napisu niedoszły samobójca na czole, choć to kuszące. Samobójcy są traktowani jak wariaci, więc za wiele by się w tej kwestii nie zmieniło.

Tak właśnie tak - nas nie próbuje nikt zrozumieć. Dla ludzi jesteśmy:
  • wariatami z którymi trzeba się obchodzić jak z jajkiem bo nie daj Boże ktoś spojrzy na nas nie tak jak powinien, lub nas obrazi a my nie mając nic innego do roboty pójdziemy i... się zabijemy,

  • alkoholikami, narkomanami, czy inni uzależnionymi ludźmi - w domu nie może znajdować się nic czym potencjalnie moglibyśmy zrobić sobie krzywdę - uwierzcie mi choćby nie wiem jak i tak znajdziemy sposób by was przechytrzyć.

  • tchórzami, dla których próba samobójcza to najszybszy sposób na ucieczkę od problemów. Nie możemy wszystkich ludzi wkładać do jednego worka - dla jednych samobójstwo to ucieczka, dla innych próba uwagi zwrócenia na problem niekoniecznie tej osoby, która popełnia ten czyn. Znam przypadek, kiedy to dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo, by ktoś w końcu zwrócił uwagę na to, że jej matka jest bita, gwałcona przez własnego męża. Naprawdę nie oceniajmy ludzi, nie mając pełnego obrazu zdarzenia.

  • samotnymi ludźmi - samotni jesteśmy w chwili popełniania czynu i tuż po nim, kiedy nikt nie stara się nas zrozumieć - przed samobójstwem otaczają nas ludzie, którzy najczęściej doprowadzają nas do takiego stanu.



A jakie wy macie zdanie na temat samobójców? Co o nich myślicie? Jak ich postrzegacie?

Komentarze

  1. Generalnie uważam, że ludzie boją się pójść do psychologa. Sama byłam nękana i miałam przez to regularnie myśli samobójcze, jednak jakoś się sama pozbierałam i wyszłam z tego dołka. Nie każdy ma jednak takie szczęście, a wtedy warto dać profesjonaliście sobie pomóc. W końcu jest obecnie odkrytych tyle schorzeń o podłożu psychologicznym, że dobra diagnoza i terapia w połączeniu z determinacją mogą zrobić wiele dobrego. I naprawdę nie ma się czego wstydzić. Gdybym przechodziła dziś przez to kolejny raz, z pewnością skorzystałabym z pomocy.

    A szufladkowanie samobójców uważam za złe. Znałam jednego chłopaka, który popełnił samobójstwo. Nigdy bym się nie domyśliła, co chodziło mu po głowie. Nie wiedziałam, że był nękany, tak jak ja, i po prostu nie miał tego szczęścia, że sobie z tym poradził... A przecież to naprawdę mogłam być ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też uważam, że ludzie boją się wizyty u psychologa, niektórzy mylą go z psychiatrą. Jestem podobnego zdania co do korzystania z usług specjalisty - nauczona doświadczeniem wiem, że trzeba skorzystać z jego usług i na pewno teraz skorzystam gdyby jednak nie daj Boże coś głupiego wpadło mi do głowy. Niedługo zabiorę się za książkę ,,13 powodów'' - jestem ciekawa swojej reakcji na nią.

      Usuń
  2. Ktoś kiedyś mi powiedział "samobójcy szukają miłosierdzia". Prawda jest taka,że to nie osoba chcaca odebrać sobie życie jest zła, ale ludzie w jego otoczeniu są "zamroczeni". Jak bardzo każdy musi być ślepy, by nie zobaczyć cierpienia innej osoby. W moim zyciu znalazła się osoba która to życie mi uratowała, która zrozumiała; pokazała że TYLKO Bóg może decydować i to przekonanie bardzo mi pomaga. Niedoszli samobójcy to normalni ludzie, którzy gdzieś się pogubili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za ten komentarz - jest on dla mnie bardzo ważny, ponieważ się z nim zgadzam całkowicie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

116. Myślałam, że to pasja ale jednak nie.

121. Lipcowe podsumowanie książkowe