98. Jestem złodziejem, czyli wyznanie kryminalistki.

Jakiś czas temu - o dziwo w Kościele usłyszałam piękne zdanie - jeżeli od dzieciństwa nie będziemy wpajać swoim dzieciom pewnych zasad, w późniejszym wieku staną się one złodziejami. Dość długo myślałam nad tym co usłyszałam, rozkładając to na czynniki pierwsze i chyba rozumiem co autor słów miał na myśli. Słowo złodziej kojarzy nam się  z kradzieżą cennej, wartościowej najczęściej materialnej rzeczy. A gdyby tak spojrzeć na to z innej strony?


Muszę się przyznać przed sobą i przed wami, że jestem złodziejem. Nie takim jak myślicie. Zdarzyło mi się co prawda ukraść papier toaletowy, lub mydełko z hotelu, jednak mam na myśli inną kradzież. Kradzież uczuć.


Dlaczego jestem złodziejem a nie np. złodziejką? Tak, ta kwestia też ma znaczenie. Być może nazwałabym siebie złodziejką, gdyby nie to, że od pewnego czasu żyję w przeświadczeniu, że więcej we mnie mężczyzny niż kobiety. Nie chodzi tu oto, że mam większe jaja niż faceci, bo bozia wyposażyła mnie w piersi, czego absolutnie nie chcę zmieniać, raczej mam na myśli sferę psychiczną. Ale może ten temat zostawmy na inny wpis...

Jako, że przyznałam się przed wami do przestępstwa, raczej nie powinnam się tłumaczyć bo wszystko co napisze może zostać użyte przeciwko mnie, jednakże mam też prawo do obrony i moim adwokatem będziecie wy - moi czytelnicy. Zatem zaczynam swoją spowiedź...

Aktualnie mam 25 lat i nie potrafię okazywać uczuć bo nikt mnie tego nie nauczył, nie pokazał, jak można kochać. Staram się zrozumieć ludzi, którzy nie potrafią rozmawiać o uczuciach, co sprawa, że rzadko można od nich usłyszeć jakiekolwiek słowa związane z miłością, ale powinno się to niwelować za pośrednictwem czynów. Jeżeli jednak dziecko nie dostanie od członków rodziny żadnych sygnałów świadczących o uczuciach, wieku dojrzałym zagubi się w tym świecie. Ja przynajmniej się zgubiłam.

Tworząc dla was ten dzisiejszy wpis cieszę się przeogromnie, że nie dorastałam w czasach, kiedy ,,Ukryta prawda'', ,,Dlaczego ja'' itp. przyciągała przed telewizory tłumy ludzi. Sprostuję od razu, że od czasu zerknę na jakiś odcinek z tych serii, jednak nie mam do nich większego przekonania. Gdyby tak było mogłabym dzisiaj mieć niezły bałagan w głowie. Dobra już dobra wyjaśniam o co mi chodzi. Skoro nie doświadczyłam miłości wśród osób, które powinny mi ją okazywać, zaczęłam poszukiwać jej wokoło, i sądziłam, że znalazłam ją w szklanym ekranie. Przypatrując się temu, zaczęłam kopiować większość zachowań, będąc przekonana o ich słuszności. Dało mi to pewny obraz, z którym poszłam w świat. Przez pewien okres w życiu wiedza, którą nabyłam za pośrednictwem telewizji, ratowała mi skórę, bo zostałam wychowana na marzycielkę, romantyczkę, która mocno wierzyła w to, że miłość sama przyjdzie nieproszona. Kiedy jednak zaczęłam zderzać się z rzeczywistością, która niestety nie okazała się taka fajna, zaczęłam popełniać malutkie wykroczenia, które stały się przestępstwem. Zaczęłam wyłudzać ludzkie uczucia.

Jak do tego dochodziło? Wystarczyło kilka razy zapłakać. Dorośli ludzie, zwłaszcza mężczyźni nie lubią łez, co doprowadza do tego, że zrobią prawie wszystko, by je zniwelować. Konsekwencją tego zachowania jest przekazanie maleńkiej iskierki w postaci dobrego słowa, przytulenia, pocałunku, co powoduje, że czasem świadomie kradniemy pewien rodzaj uczucia, który nie do końca się nam należy. Tak wiem, brzmi to dość skomplikowanie, ale osoba, która kradła, lub była okradana doskonale wie, o czym piszę.

Czy kiedykolwiek przydarzyło mi się kogoś okradać? Oczywiście, przecież w końcu dlatego powstaje ten wpis. Czasem zdarzało się, że robiłam to z premedytacją, bo kierowała mną zazdrość, jednak najczęściej robiłam to nie do końca świadomie, będąc np. w stanie upojenia alkoholowego. Od razu do waszych głów wpada refleksja - nie dość, że złodziejka, to jeszcze alkoholiczka. Łączenie tych dwóch rzeczy często się sprawdza, ale nie w moich wypadku. Moja znajomość z alkoholem nie wytrzymała próby czasu, co jest wielkim plusem, bo pozwoliło mi prawie do zera zminimalizować mój nawyk.

Powinno się tutaj teraz znaleźć pytanie, czy mnie ktoś okradł? Hmm ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć, bo nawet jeśli tak było, to ja nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Dajcie znać co myślicie na temat tego wpisu. Każde słowo, zdanie lub dłuższa wypowiedź ma dla mnie ogromne znaczenie.

Aby ten wpis jakoś zakończyć miłym akcentem w formie żartu wyjaśnię wam dla czego jestem złodziejem a nie złodziejką ;).
                                   
złodziejka
złodziej






Komentarze

  1. Mnie wielokrotnie okradziono z uczuć. Najczęściej złodziejami były przyjaciółki, które nie znały definicji przyjaźni i przestawały się odzywać, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Przez to mam potworne problemy z zaufaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi. Ja również mam problemy z ufaniem ludziom - mama często powtarza, że jestem jak niewierny Tomasz.

      Usuń
  2. Kradzież uczuć to takie po prostu wyłudzanie uwagi od innych osób. Normalnie by na mnie nie spojrzeli ale jak zapłacze to może nawet przytulą. Nie wiem co o tym myśleć... czasami kobiety używają tego w różnych sytuacjach nawet w związku, zamiast powiedzieć ze chcą uwagi albo ze chcą żeby je przytulić czy porozmawiać. Może łatwiej by było gdybyśmy mówiły wprost czego nam potrzeba.
    A co do czerpania wzorców to niestety filmy nie są dobre :( Przez nie ma się wrażenie ze ludzie są zazwyczaj dobrze do nas nastawieni, ze nie chcą nam wyrządzić krzywdy, ze każdy miły gest ze strony chłopaka to jak deklaracja ze jest nami zainteresowany. Taka naiwność. Niestety ja tak miałam... może nadal tak mam. Można się wpakować w niezłe kłopoty... Trzeba jednak zawsze chłodno oceniać sytuacje.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Jedną z moich największych wad jest naiwność. Staram się to zmienić, ale nie do końca mi to wychodzi.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

121. Lipcowe podsumowanie książkowe

117. Nie wie nikt, czyli przedurodzinowe rozmyślania.