105. ,,Zostań jeśli kochasz'' - książka vs film.

Zostać, czy nie zostać - oto jest pytanie.

Ja bym nie została...


źródło: lubimyczytac.pl

Główna bohaterka jednego dnia traci fundament swojego życia. W wypadku samochodowym giną najbliższe jej osoby: mama, tata i brat. Ona trwając w stanie zawieszenia (tzw. postaci astralnej), musi podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu - zrobić wszystko by żyć, czy nie robić nic i odejść.
Ponad rok temu zakupiłam sześć książek Gayle Forman, bo jeszcze wtedy pozycje nie będące kryminałami przyciągały moją uwagę. Niestety sięgnęłam po nie dopiero niedawno, w momencie, w którym to kryminały przejęły nade mną władzę. Wniosek z tego taki, że książka o której powstaje ten wpis nie zdobyła mojej akceptacji. To, co w niej znalazłam, wydało mi się zbyt płytkie. Nie ułatwiło mi to w żaden sposób, wczucia się w emocje, jakie aktorka chciała przekazać czytelnikowi. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że moja wyobraźnia jest bogata, ale przy papierowych historiach miłosnych trudno jest mi ją uruchomić. Woli chyba mieć (w sensie wyobraźnia), podane wszystko na tacy, ,,idąc'' na łatwiznę oglądając film. 

Skoro to pojedynek między książką a filmem, to możecie się domyśleć, że skoro to pierwsze nie do końca mnie urzekło, to film, musiał wzbudzić u mnie większe zainteresowanie. I tak też właśnie było, choć się tego nie spodziewałam. Nie zdążyłam dobrze zasiąść przed telewizorem, a już miałam przed oczami widok, jak w końcu oceniam produkcję na maksimum 6 punktów. Film otrzymał u mnie ocenę 8 (walczyłam ze sobą dość długo), bo choć spowodował u mnie płacz, to postanowiłam, odłożyć emocje na bok, i podejść do oceny biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że słabą książkę, może uratować ekranizacja. W moim przypadku tak było i zapewne powrócę do lektury, spojrzę na nią od innej strony. Dlaczego tak się dzieje? Wystarczy, że odtwórcą głównego bohatera, bądź bohaterki będzie twój ulubiony aktor/aktora, co zwiększa szansę na to, by nie przejść obojętnie obok przedstawionej historii. Nie zrozumcie mnie źle. Jako mól książkowy, nie uważam, by film był lepszy niż książka (choć może tak się zdarzyć). Ja tylko próbuję powiedzieć, że czasami ekranizacja pozwoli zmienić zdanie na temat lektury.

Czas teraz na wyjaśnienie dość szokującego stwierdzenia, które pojawiło się u góry. Staram się, aby moje intymne wypowiedzi, miały widoczność, ale niekoniecznie zbyt dużą. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

Tak jak napisałam wyżej, podczas seansu, kilka razy pozwoliłam sobie na płacz. Zdałam sobie sprawę, że gdyby coś podobnego, co spotkało Mię, przydarzyło się mi, i jakimś cudem mogłabym decydować o tym czy chcę żyć, zdecydowanie moja odpowiedź brzmiałaby: NIE. Jeżeli to stwierdzenie jest objawem depresji, to mam ją od zawsze. 

Ktoś za nas dokonał wyboru - rodzimy się w określonym terminie, w danej rodzinie, nie mając na to wpływu. Skoro ktoś nas tak urządził, jak może wymagać, że się temu podporządkujemy? Jak żyć ze świadomością, że życie które dane nam jest wieść, po prostu do nas nie pasuje. Wiem, powinnam pisać za siebie, ale przybierając formę ,,my'' w domyśle, stwarza się jakaś niewidzialna emocja, która nadaje tym zdaniom większej mocy. 

Skoro wysuwam takie wniosku, co tu jeszcze robię? Hmm... Uwierzcie mi, sama się przynajmniej raz dziennie nad tym zastanawiam, po czym znajduję w sobie siłę, by jakoś odgonić złe myśli. Może wydać się to dziwne, ale ostatnio pokochałam spanie. Zasypiam gdziekolwiek i o każdej porze jeżeli mam taką okazję, bo to mnie ulecza. Za każdym razem, zanim jeszcze nie do końca zasnę, w mojej głowie pojawia się obraz życia jakie chciałabym wieść i mam nadzieję, że gdy się obudzę ten wytworzony obraz okaże się realny, a to co obecnie przeżywam okaże się tylko złym snem. 

Po obejrzeniu filmu analizując kilka scen, naszły mnie przykre refleksje:
  • scena, w której dziadek głównej bohaterki, udowadnia,że ją kocha, okazując jej zrozumienie mówiąc, że zaakceptuje jej decyzję o odejściu. Wszystkim nam się wydaje, że walcząc o życie osoby, którą kochamy robimy dobrze. Czy rzeczywiście tak jest? Mam na ten temat inne zdanie. Myślę, że robiąc coś wbrew drugiej osobie, wykazujemy się egoizmem, który potwierdza, że tak naprawdę walczymy o swoje dobre samopoczucie. Zareagowałam na to ujęcie dość emocjonalnie, bo dotarło do mnie, że poza kilkoma wyjątkami, większość członków rodziny walczyła by o mnie, tylko po to by zapisać sobie kolejny dobry uczynek na swojej liście;
  • kadr, w którym najlepsza przyjaciółka umierającej bohaterki, pokazuje jej zdjęcie, wspólnie przeżytej chwili. Poczułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz bo uzmysłowiłam sobie, że nie mam już nikogo wokół siebie, kogo mogłabym nazwać przyjacielem. Chcesz być moim przyjacielem, musisz się na mnie zdecydować. Stwierdzenie jest bardzo trafne i ja z niego wiele razy korzystałam, ale na Boga, ileż razy to ja mam się na kogoś decydować. Może czas, by ktoś wybrał mnie. Tylko czy ja na to pozwolę...?
  • fragment, w którym chłopak Mii, czuwa przy jej łóżku, roztrzaskał mi serce. Do tej pory (a mam już prawie 26 lat), nie znalazłam faceta, który z takim oddaniem czuwałaby przy mnie (niekoniecznie chodzi tu o szpital). Ja już przestałam szukać takiej osoby. Zawalczyłam raz, ryzykując, ujawniając swoje uczucia i zostałam sprowadzona na drzew. Gdyby jakimś niezwykłym zrządzeniem losu, facet, którego nadal darzę sympatią, przyszedł do mnie i wyznał mi miłość, nie wróciłabym nawet, po to by zasadzić mu kopa w dupę. Kocham go tak samo, jak nienawidzę. Mimo tak mocnych uczuć, nie dałabym mu szansy. Choć nie jestem jakąś super laską, startująca w konkursach Miss Polonia, to znam swoją wartość i wiem, że popełnił błąd nie dając nam szansy. Cholerny tchórz. Zabił we mnie zdolność do okazywania uczuć, i tego mu nigdy nie daruję. 

To uczucie kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie pocałujesz chłopaka mając 16 lat, nie zakochasz się już z wzajemnością mając 18, nie przeżyjesz swojego pierwszego razu mając 20 lat. FUCK!!! Życie przeleciało mi przez palce i nadal będzie przelatywać, bo nie mam już sił walczyć. 

Kiedy dojdziesz do wniosku, co czujesz żyjąc tu i teraz, może zabraknąć ci czasu, na podjęcie ważnej decyzji, bo przecież jeśli kochasz, zostań.

A co jeśli nie kochasz...


Jestem ciekawa waszych opinii na temat wpisu. Jak u was wyglądały konfrontacje książka vs film. Dajcie koniecznie znać. :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

116. Myślałam, że to pasja ale jednak nie.

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

121. Lipcowe podsumowanie książkowe