117. Nie wie nikt, czyli przedurodzinowe rozmyślania.

Zasiadłam do tego wpisu, z ciążącym na mnie ciężarem, którego wagi praktycznie nie znam. Narzuciłam sobie z góry temat, i teraz staram się dobrać do niego słowa. W sumie, jakieś wyrazy w głowie mi się pokazują, jednak przelanie ich za pomocą klawiatury na ekran, już wcale nie jest takie łatwe. Zwłaszcza, kiedy w głowie awanturują się dwie Iwony. Każda z nich chce zabłysnąć, dorzucić coś od siebie, przez co w głowie tworzy się spory bałagan. Jak z tego  harmidru wybrać coś, co pozwoli mi na stworzenie wpisu na miarę moich możliwości? Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Czasem trzeba postawić na intuicję, nie zastanawiać się zbyt długo i jechać z tym natłokiem myśli, aż zrobi się ciut luźniej.

Popełniam duży błąd, traktując każdy wpis jako kontynuację poprzedniej myśli, nie wyjaśniając wam pewnych rzeczy. Spróbuję to zmienić. Wiem, że wiąże się to ze zwiększeniem długości wpisów, ale chyba oto chodzi, bym znowu pisała tak jak kiedyś.

Skoro już wiecie, że zamierzam dużo pisać, a na dodatek jest to wpis, dotyczący podsumowania, powinnam zacząć z przytupem nadając tempa i ostrości mojej pracy. Zacznę z grubej rury. Pamiętacie ten wpis? Choć wymieniłam tam personalnie kilka osób, pytam wszystkich czytelników, ponieważ ta pozycja cieszy się największą liczbą odsłon. Może to dzięki oznaczeniom na stronie internetowej? Z jakiego powodu wspominam akurat to zdarzenie? Z początku myślałam o tym, żeby się wam tutaj wyżalić, zagrać taką sierotkę Marysię, która z chęcią podepnie się pod stronę przygarnij.pl. Potem jednak dotarło do mnie, że ja taka nie jestem. Znaczy się, pewnie mam takie dni jak każdy, ale staram się tej swojej drugiej natury (której nie lubię), nie wystawiać na publiczny widok. Łatwo jest potem taką osobę podeptać, wykorzystać jej słabość, by umiejętnie nią manipulować. Nie można się na to godzić, poniekąd ukrywając swoje słabe strony. Nie namawiam was teraz do kłamstwa, ostrzegam was jedynie przed tym, że trzeba być ostrożnym. Jak już się raz komuś zaufa, to potem ciężko się przechodzi moment zawodu. Dobra bo zboczyłam bez kontroli z tematu. Powinnam zacząć wyjaśniać powolutku, co spowodowało, że powracam do wpisu sprzed dwóch lat. UWAGA!!! Teraz nadszedł moment, w którym ktoś z was może poczuć się pokrzywdzony. Skoro po przeczytaniu tego fragmentu, który już za tobą, będziesz czuć się nieswojo to właśnie o tobie pisałam. Nie będę wymieniać cię z imienia i nazwiska, bo na to tym razem nie zasługujesz (zwracam się do jednej osoby, ale tak naprawdę mam na myśli większe grono osób). Chcę byście tu i teraz mieli świadomość, że żałuję, iż ten wpis powstał. Przez te dwa lata dużo się zmieniło. Nie chcę rozwijać tego tematu, by nie wyjść na męczennika. Było minęło, czasu nie cofnę.

Kolejnym tematem jaki chciałabym poruszyć, jest brak pogodzenia się z żywotem jaki prowadzę. Złości mnie to, że przyzwyczaiłam się do życia jakie wiodę, bez poczucia, że je jest ono moje. Mam wrażenie, że biorę udział w jakimś reality show, że to wszystko co się wokół mnie dzieje, jest snem, z którego się obudzę. To przekonanie mnie najbardziej tłamsi. Chciałabym odsłuchać nagranie, zobaczyć dokument z podpisem, na którym widnieje moja zgoda na bycie Iwoną Nocoń. Teraz w waszych głowach pojawią  słowa, które za wszelką cenę będziecie próbowali ubrać w zdania następującego typu: co się takiego stało, że tak sądzisz? Pytanie jest milusie, ale jaką one kryje w sobie złą moc. Bo przecież nic nie zobowiązuje mnie do tego, bym zaczęła nienawidzić swojego życia. Nie chodzi mi o nienawiść czy miłość. Ja się wewnętrznie buntuje, z powodu tego co mnie spotyka. Teraz zlecą się ,,znani'' motywatorzy, którzy będą mnie zarzucać formułkami: wszystko zależy od ciebie, dobre nastawienie do połowa sukcesu. Ok. Przyjmuję to do wiadomości. Zdaję sobie sprawę, że wiele prozaicznych rzeczy zależy od nas, ale podstawy buduje się już bez naszej wiedzy. Zostajemy przydzieleni do pewnego środowiska. Trwamy w nim i niby wszystko gra dopóki nie poczujemy, że to wszystko nie miało sensu. Co wtedy? No właśnie. Jakoś nikt nie jest chętny do udzielenia odpowiedzi. Zdaję sobie sprawę, że poruszyłam trudny do zdiagnozowania temat, na który próżno szukać odpowiedzi. Jednak w tym momencie jest mi lżej na sercu, bo podzieliłam się z wami czymś, co będzie mi zawsze towarzyszyć.

Poniżej zobaczycie tekst piosenki Moniki Urlik ,,Nie wie nikt'', która mimo głębokiego tekstu zawsze podnosi mnie na duchu i poniekąd mi tłumaczy moje chore założenia. Bo nie ukrywajmy, że ten fragment tekstu, jest powiedzmy dość łagodnie, przemyśleniami osoby która wyszła ze szpitala dla obłąkanych. Ale wiecie wszyscy jesteśmy wariatami, tylko jeszcze nie wszystkich nas zdiagnozowano. 


Jesteś sam gdy zapada zmrok
Będziesz sam gdy Twe życie przeminie
W starej szybie odbija się wzrok
Kogoś kto od lat tak żyje
Nie zagłuszy ciszy wina smak
Nie pomniejszy żalu pusta butelka
I rozumiesz, że przyjaciół brak
Gdy jak kruche szkło serce pęka

Nie wie nikt co się może stać
Nie wie nikt co się jeszcze zdarzy
Gdy ból skrzywi bladą twarz
To i tak zostaniemy z tym sami

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzę też, że to na nic
Tylko życie tak trudne jest
Potrzeba siły, by sobie z nim radzić*


To jest wielka tajemnica:
Co dla kogo zapisane?
W gwiazdy patrząc - nie odmienisz nic

Więc dlaczego
Właśnie dla mnie
wymyśliłeś bajkę Panie,
o człowieku,
który sam przez życie musiał iść?
Całkiem sam...

Nie wie nikt co się może stać
Nie wie nikt co się jeszcze zdarzy
Gdy ból skrzywi bladą twarz
To i tak zostaniemy z tym sami

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzę, że to coś zmienia
Tylko życie tak kruche jest
Dużo daje i dużo odbiera*


Czy muszę tak przez życie iść -
W pragnieniach topić życia smak?

Nie wie nikt co się może stać
Nie wie nikt co się jeszcze zdarzy
Gdy ból skrzywi bladą twarz
To i tak zostaniemy z tym sami

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzą też, że to na nic
Tylko życie tak trudne jest
Potrzeba siły by sobie z nim radzić

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzę, że to coś zmienia
Tylko życie tak kruche jest
Dużo daje i dużo odbiera


*moje ulubione fragmenty


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

143. #Idealneżycie Minka Kent - 1/2019

121. Lipcowe podsumowanie książkowe