268. Mandy - recenzja filmu.

źródło: filmweb.pl



Tytuł: Mandy
Reżyseria: Panos Cosmatos
Gatunek: horror
Premiera: 19 stycznia 2018 (świat)
Czas trwania: 2 h 1 min.








Nie wiem jak to się stało, ale ostatnią recenzję związaną z Nicolasem Cage'em wrzuciłam w kwietniu ubiegłego roku. Od tego czasu obejrzałam kilka produkcji z nim związanych, jednak brakowało mi bodźca, który pobudziłby mnie do napisania kilku zdań. Nie ma to jak rozbudzić się gatunkiem, który niechętnie jest przeze mnie czytany, a co dopiero oglądany. Mowa tutaj oczywiście o horrorze. Ale wiadomo, dla Nicolasa obejrzę każda produkcję.


Red Miller (w tej roli Nicolas Cage) wraz ze swoją dziewczyną Mandy Bloom (Andrea Riseborough) wiodą ciche i spokojne życie w chatce niedaleko jeziora. Podczas jednego ze spacerów kobieta wpada w oku jednemu z członków sekty. Niestety nie kończy się to dla tej pary szczęśliwe. Mandy na oczach Reda zostaje złożona w ofierze. On w odwecie postanawia się zemścić. Czy uda mu się pokonać wszystkich złych?


Ocena filmu:





Uzasadnienie oceny:
1. W oczach wielu Nicolas zagrał po nastu latach posuchy rolę na miarę swoich możliwości. Jest w tym sporo prawdy i wcale nie dziwię się tym opiniom, ponieważ przez ostatnie lata nie miał możliwości rozwijania swojego warsztatu. Doceniam to, co zrobił w tej produkcji, jednak nie uważam by była to rola jego życia. Wracając do filmu, miałam okazję obserwować w nim dwa wcielenia Nicolasa. W pierwszej połowie ukazał swoje spokojne usposobienie i miałam wrażenie, że trochę się w tym dusi. Nawet tempo jego ruchów było zbyt wolne jak na niego. Natomiast w drugiej części po stracie partnerki (scena w łazience) odpalił wrotki i poszedł... Musicie to zobaczyć.

2. W tej produkcji mamy do czynienia ze schematyczną historią z cyklu zabili mi żonę, córkę czy kochankę i teraz będę się mścił. Na szczęście udało się to nieco przykryć grą kolorów, muzyką i zróżnicowanym montażem.

3. Mimo iż nie lubię się bać to miałam nadzieję, że kilka momentów w tym filmie spowoduje, że będę czuła czyiś oddech na karku. No niestety nic takiego nie miało miejsca. Sceny, które pewnie w wyrazie miały być straszne m.in. wojna na piły osobiście mnie śmieszyły. Trup trupem ścielony i litry krwi nie robią na mnie wrażenia, bo tego mam aż za nadto w filmach Vegi i jestem do tego przyzwyczajona.

4. Mimo całej sympatii dla Nicolasa i poczucia niedosytu nie wrócę zbyt szybko do tej historii. Doceniam pomysł, grę aktorską, ale dla mnie cała akcja działa się zbyt wolno i momentami za sztywno. Mimo sporych zastrzeżeń oceniłam ten film tak wysoko ze względu na sam pomysł realizacji i obsadzenie Cage'a. Horror to po prostu nie moja bajka.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

238. Czarna lista Kerry Wilkinson 113/2019

67. Recenzja filmu ,,Przeczucie''.