297. Gdy mnie spytają co lubiłam najbardziej, odpowiem, że ciebie - recenzja filmu ,,Miasto aniołów''.


Tytuł: ,,Miasto aniołów''
Reżyseria: Brad Silberling
Gatunek: melodramat
Premiera: 6 listopada 1998 (Polska)
Czas trwania: 1 h 54 minut










W końcu nadszedł ten dzień, w którym odważyłam się zobaczyć ,,Miasto aniołów''. Odwaga - mocne słowo. Czy rzeczywiście jest tutaj potrzebna? W moim przypadku zdecydowanie. Jest mi trudno mówić o miłości, a tym bardziej oglądać ją na ekranie. Na co dzień staram się przybierać maskę obojętności. Po ekranowej historii miłosnej, melodramacie maska ze mnie czasowo znika i można z mojej twarzy wyczytać praktycznie wszystko. Nie bardzo przepadam za tymi chwilami, bo wkrada się w nie również odrobina nadziei, wiary w lepsze uczuciowe jutro. Pewnie gdyby nie było Cage'a w tym filmie obejrzałabym go za... Na pewno nie w najbliższych latach. Dość już o mnie. Czas przejść do opisu i oceny filmu.


Seth jest aniołem, którego zadaniem jest wspieranie potrzebujących i odprowadzanie dusz do nieba. Podczas wizyty w szpitalu poznaje młodą lekarkę, która nie potrafi sobie poradzić ze śmiercią pacjenta. Chcąc pomóc kobiecie, Seth otacza ją swoją opieką z czasem się w niej zakochując. Maggie początkowo nieufna wobec tajemniczego mężczyzny odwzajemnia jego uczucie. W imię miłości anioł postanawia porzucić nieśmiertelność, by móc żyć na ziemi u boku ukochanej.




Ocena:




Uzasadnienie oceny:

1. Obsada - nie będę się szczypać i zacznę od Nicolasa. Wyjątkowo spokojna byłam o jego kreację w tej produkcji. Nie zawiodłam się na jego grze i uważam, że była to jedna z jego lepszych ról. Mój zachwyt tym razem nie jest oparty jedynie na grze aktorskiej Cage'a. Oczywiście ujął mnie tym co zrobił na ekranie, ale największym walorem w postaci jaką odegrał była prawda. Biła z każdej cząsteczki jego ciała. Oczy, mimika twarzy, gesty - nie znalazłam najdrobniejszej oznaki fałszu. A wiadomo, że zdarza mu się czasem przesadzić. Meg Ryan - kojarzę ją bardziej ze słyszenia niżeli z ekranu, bo jest to pierwszy film w którym ją zobaczyłam. Dlatego nawet przez moment nie zastanawiam się nad tym, czy to ona powinna znaleźć się w tej produkcji. Rola jaką miała do odegrania nie była zbyt wymagająca, ale to nie oznacza, że nie miała czego zagrać. Pokazała różnorodny wachlarze emocji. Osobiście bardzo dobrze oglądało mi się ją na ekranie. Z Nicolasem stworzyła bardzo dobry duet, który wywarł na mnie pozytywne wrażenie.

2. Ktoś pomyśli historia z komosu. Anioł w imię miłości zstępuje na ziemię, by stać się śmiertelnikiem. Tylko głupi powinien wierzyć w takie bajki. A jednak w każdym z nas, zwłaszcza u  osób, które pragną miłości tli się nadzieja na spełnienie się takiego scenariusza. Oczywiście w takiej metaforycznej formie.

3. Ścieżka dźwiękowa a zwłaszcza utwór Iris Goo Goo Dolls. Umiejscowiono go w dobrym momencie filmu. Tekst niezwykle pasujący do fabuły, co nie zdarza się zbyt często.

4. Polski akcent w filmie zagranicznym zawsze robi na mnie wrażenie. Podczas kiedy Seth skacze z wieżowca w tle słychać słowa modlitwy Zdrowaś Mario. Ciarki na całym ciele. 

5. Zakończenie filmu doprowadziło mnie do łez. Roztrzaskało mnie emocjonalnie. Wiedziałam, że po melodramacie nie mogę się spodziewać szczęśliwego zakończenia, ale sądziłam, że twórcy pójdą w nieco lżejszą stronę. Naturalne nawilżenie oczu zawsze w cenie. Myślę, że nawet ci którzy mają twardsze serce tak jak ja, i nie reagowali na bieżące sytuacje nie mogli przejść obojętnie obok końcówki. Zwłaszcza obok tego fragmentu:

 - Gdybyś wiedział, że tak będzie... zrobiłbyś to?
- Wolałbym choć raz powąchać jej włosy. Pocałować usta. Dotknąć dłoni. Niż zaznać wieczności bez tego. Choć raz...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

222. Miesięczne podsumowanie książkowe - lipiec 2019.

223. Kłamca 2 Jakub Ćwiek 88/2019

229. Kłamca 2.8 Jakub Ćwiek 98/2019