287. To był dobry dzień - spotkanie z kabaretem Paranienormalni.

Spoglądam na swój blog, zajrzałam do archiwum i dotarło do mnie, że opuściłam się w pisaniu. Totalnie zaszufladkowałam swoją stronę recenzjami książkowymi filmowymi. W sumie to było ok, bo jeszcze wtedy skubnęłam to i owo. A teraz idę na łatwiznę i jedyne na co mnie stać to miesięczne podsumowania książkowe, które niewiele mnie kosztują. Co się stało z moją pasją do pisania? Przecież byłam tak dobrym obserwatorem i naprawdę opowiadanie tego, co dzieje się wokół mnie za pośrednictwem słów, szło mi dobrze. Przecież to jak jak jazda na rowerze. Tej umiejętności się nie zapomina i się jej nie traci z dnia na dzień. Nie wiem co się stało, ale dopadło mnie coś w rodzaju ubóstwa językowego. Mimo czytania wielu książek, zaczęłam stawać się językową amebą. Konstrukcja zdań, błędy ortograficzne zaczęły mnie przerażać i zaczęłam się powoli wycofywać z tego, co lubiłam kiedyś robić najbardziej. Dzisiaj jestem tu, pozwalam palcom przemykać po klawiaturze, walcząc z tchórzostwem pisarskim, które pogłębia się z każdym podkreślonym na czerwono słowem. Będę walczyć i nie poddam się tak łatwo.

Ostatni długi wpis, który był relacją z wydarzenia kulturowego popełniłam dość dawno. Możecie go przeczytać klikając w ten link. To, że dotyczy on występu kabaretowego, to nie przypadek. Właściwie taka forma rozrywki fascynowała mnie najbardziej. Skąd więc taka długa przerwa w relacjonowaniu takich spotkań? Czyżby pandemia na to wpłynęła? To byłoby zbyt proste i oczywiste. Powód jest zgoła inny i jego początków trzeba szukać znacznie wcześniej. Wszystko tak naprawdę zaczęło się od wiadomości, że jeden z moich ulubionych kabaretów zawiesza swoją działalność. To na tamten moment było ciosem prosto w serce. Nie byłam wtedy jeszcze na to gotowa. Przejścia nad tym do porządku dziennego nie ułatwiał mi również mój charakter. W tak egoistyczny sposób w jaki do tego podchodziłam, jest powodem do wstydu. Liczyło się dla mnie tylko to co ja czuję. To mnie bolało serce, to dla mnie skończył się świat. Jak widać końca świata nie było, a ja w końcu emocjonalnie dojrzałam. I dopiero wtedy zadałam sobie sprawę, że chłopakom również nie było łatwo podjąć taką decyzję będąc na topie. Minęło kilka tygodni i okazało się, że kabaret wraca na scenę w nieco zmienionym składzie. Kamień spadł mi z serca i wystarczyło jedynie poczekać na to, aż grupa się uformuje, odnajdzie się na nowo w zaistniałej sytuacji i dotrze w moje okolice. 

Po takim długim wstępie ktoś może pomyśleć, że tym wpisem chcę zamknąć pewien dział. Nic bardziej mylnego. Ja go ponownie otwieram. Z jakim skutkiem? Zapraszam na poniższą relacje.

Moim marzeniem był występ kabaretu Paranienormalni w moim mieście. I w końcu dość nieoczekiwanie ten dzień nadszedł. Jak zwykle mój wachlarz emocjonalny w zależności od dnia przybierał różne formy. Najpierw towarzyszyła mi ekscytacja, później smutek związany z problemami osobistymi, aż w końcu w tym właściwym momencie nastąpiło poczucie ulgi, że nikt i nic już nie odbierze mi tej upragnionej chwili i mogę się nią nacieszyć w pełni. Może zabrzmi to czysto snobistycznie, ale tworzę ten wpis przede wszystkim dla siebie. Zaczyna mnie dopadać coś na kształt pamięci krótkotrwałej. Już godzinę po występie nie pamiętam najważniejszych momentów z całego spotkania. Winny jest stres i niedowierzanie. Dlatego, by pamiętać cokolwiek, spisuję to właśnie teraz. Błędem byłoby gdybym nie zadbała o pielęgnacje takich momentów. Nie będę tak jak do tej pory rozliczać się z każdej zapamiętanej przeze mnie sekundy spotkania. Kiedyś to robiłam, ale było to złe podejście. Kierowała mną pycha i chęć poczucia się od kogoś lepszym. Jakież to było głupie. Znowu kłania się przede mną w pas niedojrzałość. Nie ma to jak licytowanie się na wspomnienia. Żenua. Ale dzisiaj jestem mądrzejsza i wiem, że można o czym opowiedzieć, zachowując sporo dla siebie. Zdaję sobie sprawę, że wspomnienia wyblakną. No cóż. Im usilniej chcesz coś zapamiętam, tym jest gorzej. Można to przyrównać do listy zakupów. Im bardziej zależy na zapamiętaniu tego, co masz kupić w sklepie tym gorzej, bo w momencie wejścia do supermarketu nie pamiętasz już kompletnie nic. Trzeba dać odetchnąć myślom krążącym w głowie i wierzyć w to, że ta konkretna chwila była na tyle ważna, że zapisała się w odpowiednim miejscu w naszej głowie. I kiedy nadejdzie odpowiednia chwila wszystko wskoczy na właściwe miejsce.

Może być zdjęciem przedstawiającym 5 użytkowników, w tym Iwona Nocoń i Robert Motyka Priv, ludzie stoją i w budynku 
 
Występ kabaretu od samego początku wypadł bardzo dobrze. Było czuć ich tęsknotę za występami z żywą publicznością i naszą za wydarzeniami tego typu. Nie sądziłam, że to kiedykolwiek napiszę, ale Paranienormalni bez Igora wskoczyli na inny level. Nie mi oceniać czy lepszy czy gorszy. Po prostu inny. Odświeżyłam sobie kilka starych skeczy i zestawiając je z tym co grają teraz, daje się odczuć powiew nowej energii, co nie jest łatwe, bo co spektakl towarzyszy im inny, trzeci członek zespołu. Jeżeli ktoś chce, komuś bardzo zależy i czuję, że dane zajęcie jest jego pasją, zawsze znajdzie się pomysł na to by to kontynuować. Dwa skecze, które mnie najbardziej rozśmieszyły nosiły nazwę Mafia i Napad na bank. Scenka ze skeczu, który nosi nazwę Garnki kilka razy przyprawiła mnie o zawał serca. Na bis został zagrany skecz kino, który jest mi dość dobrze znany. Ten sposób komunikacji między dwoma postaciami za każdym razem doprowadza mnie do śmiechu. Pewnie znalazł się w repertuarze jeszcze jakiś skecz o którym nie pamiętam. Żałuję i poprawię się następnym razem. 

Po występie na sali zostało góra 5 osób. Wiem, że niektórzy ze względu na pandemie nie mają w planach zdjęcia. Ja w sumie o zdjęcie jakoś szczególnie również nie chciałam zabiegać. Zależało mi jedynie na wręczeniu chłopakom drobnego upominku. Gdyby nie moja siostra, która zrobiła jedną drobną rzecz, a mianowicie podeszła zapytała Rafała czy chłopacy wyjdą, nic by z tego nie wyszło. To, że artyści nie wychodzą po spektaklu do widzów nie jest ich winą. Skąd mają wiedzieć, że ktoś na nich czeka. Wystarczy jedynie dać o sobie znać, a reszta już jakoś się ułoży. I na tym w sumie chciałabym zakończyć ten wpis. Bo to co działo się po wejściu na salę, przed zrobieniem zdjęcia to wspomnienie, które powinno zostać ze mną.

Komentarze

  1. Uważam że dobrze robisz zostawiając to dla siebie, znajdą się osoby które będą ci zazdrościć i będą twierdzić że nic takiego nie było, ale nie martw się ja ci będę przypominać bo takie wspomnienie warto wspominać 😊 gdy sobie przypomnę ten wasz uśmiech w smutne dni odrazu jest mi lepiej 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo :). Dobrze, że tam ze mną byłaś :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

222. Miesięczne podsumowanie książkowe - lipiec 2019.

223. Kłamca 2 Jakub Ćwiek 88/2019

229. Kłamca 2.8 Jakub Ćwiek 98/2019