291. Podsumowanie książkowe - grudzień 2021

 

W grudzień udało mi się przeczytać 8 książek.

Najmilej wspominam przygodę z tytułem Na tropie sensacji, Święto ognia oraz Trzy siostry.

Najbardziej zawiodłam się na tytule Kudłata

Oto pełna lista:

1.  Trzy siostry Heather Morris Wydawnictwo Marginesy

Tatuażysta z Auschwitz 7/10
Opowieści o nadziei 8/10
Podróż Cilki 9/10
Trzy siostry 10/10.
Jak widać powyżej, z każdą książką pani Morris moja ocena wzrastała. Aż końcu nadszedł ten moment kiedy to mogę z ręką na sercu ocenić najwyższą notą historię, która mnie emocjonalnie przeczołgała.
Wiem, jakie opinie krążą wokół książek pani Heather. Troszkę, a nawet w oczach niektórych niestety narozrabiała, najpierw powołując się na fakty historyczne, by później zmieniać swoją wersję w zależności od sytuacji. I jak rozumiem żal ludzi, którzy nie wybaczają takich błędów. Ja jednak patrzę na powieść autorki pod innym kątem. Mnie przede wszystkim uwodzi pióro autorki i to ono powoduje, że jej historie tak dobrze mi się przyswaja.
Trzy siostry to historia, która mnie emocjonalnie dużo kosztowała, ponieważ sama mam siostrę. Czytając tę książkę, trudno pozostać obojętnym na losy trzech sióstr. Tak wiem, obozowa literatura nie jest łatwa, ale każdy filtruje ją przez siebie na różne sposoby. Mnie tego typu historie po prostu roztrzaskują na milion kawałków i powodują, że trudno mi się po nich podnieść, przechodząc nad tym do porządku dziennego. Historia Cibi, Magda i Livi pozwala uwierzyć, że miłość pozwoli przetrwać największe piekło.

2.  Will Will Smith Mark Manson Wydawnictwo Insignis

Obok kryminałów to właśnie autobiografie i biografie stanowią gatunek po który dość chętnie sięgam. Czasami ze względu na sympatię do danej osoby, a czasem ze względu na zaspokojenie ciekawości.
Willa Smitha to aktor, którego wielką fanką nie jestem. Lubię go oglądać na ekranie, ale nie wyczekuję jego kolejnej premiery z zapartym tchem. Sięgnęłam po jego historię z czystej ciekawości. Chciałam też skonfrontować swoje założenia względem jego osoby do tego, kim tak naprawdę jest. Na Willa patrzyłam jedynie przez pryzmat jego filmów. I to w dużym stopniu spowodowało, że uważałam go za narcyza, cwaniaka, faceta, który może mieć wszytko tylko dlatego, że jest tym Willem Smithem. W swojej książce aktor nie owija w bawełnę. Niektóre z tych cech się ze sobą dość mocno pokrywają. Po części wynika to z ukształtowania charakteru, którego budowa zaczyna się w dzieciństwie. Ale też przyczyną może być i w przypadku Willa jest chęć ukrycia się za takimi cechami przed światem. Kiedy pokazujesz, że jesteś twardy, łatwo ukryć ci swoją wrażliwość. Kiedy dookoła utwierdzasz wszystkich, że jesteś odważny, łatwiej jest ci udawać, że tak naprawdę boisz się własnego cienia.
Will w swojej autobiografii jest dość odważny. Pisze o problemach z ojcem, przytacza niemalże kropka w kropkę momenty ze swojego życia z których nie jest dumny. Dzieli się z nami tym, co w danej chwili myślał i czuł, a nie są to w dużym stopniu pozytywne wibracje. Mam trochę mieszane uczucia. Początek historii spowodował, że miałam wrażenie iż Will ze swoimi rozterkami, problemami jest mi bliski, bardzo bliski. A potem sposób pisania jakby się zmienił, chwytano się innych motywów i czar prysł. Szkoda, bo zanosiło się na coś wyjątkowego. Jeżeli chodzi o wydanie tego typu publikacji - kiedy mam do czynienia z wywiadem rzeką, ubolewam nad tym, że w przypadku danego rozmówcy to zbyt zamknięta forma. Kiedy znów zaś autobiografia to jeden ciąg, sprawiający brak zakończenia, oddałabym wszystko za pytania i odpowiedzi, choćby liczyły sobie po jednym zdaniu. Myślę, że przy pracy nad tekstem trzeba obrać taką formę przedstawienia życiorysu, która odzwierciedla charakter danej postaci. W tej książce mimo iż liczy sobie ponad 500 stron brakowało mi zrównoważonego nacisku na produkcje filmowe. Jakieś zakulisowe smaczki i tego typu podobne rzeczy. Mam wrażenie, że Will zbyt prywatnie do wszystkiego podszedł. Wolałabym by ilość domów, fur i pieniędzy zamienił na np. na anegdoty z planu. Ode mnie 8/10.

3. Święto ognia Jakub Małecki Wydawnictwo SQN

,,Ale ogólnie to jestem zdania, że bycie smutnym jest do niczego niepotrzebnie".
Rozpoczęłam tę recenzję cytatem, bo wydawało mi się, że nieco odwlecze w czasie to, co sama chciałam napisać. Czy się udało? Sama nie wiem. Mogłam rozpocząć recenzje słowami takimi jak: książka jest super, kto nie przeczyta ten (każdy niech wstawi swój ulubiony epitet). Ale wiem, że to byłoby dość egoistyczne i trochę odstraszające. To, że ja polecam daną książkę nie oznacza, że ona jest rzeczywiście taka super, ekstra i w ogóle to nigdy takiej nikt nie czytał. Gdyby to było takie proste. No więc może zacznę... Nie no zacząć to już zaczęłam... Więc może skończę? Chyba też nie bo dopiero co się rozpędziłam. W sumie to... Ach... Święto ognia to książka, która mnie trafiła. Może dlatego, że ostatni okres był dość trudny, a ja potrzebowałam czegoś co, znajdzie wejście do mojej duszy i już w niej zostanie.
Byłam Nastką, która kiedyś ślepo i nawinie wierzyła w piękny świat za oknem.
Jestem upartą, pełną tłumionej złości Nastką, która odgradza się od wspomnień.
Będę ojcem, który uciekając do swojej samotni spojrzy kiedyś w lustro i dotrze do niego, że już dorosnął. Jestem tu, a jakby nie było w ogóle mnie. Wzrok wpatrzony mam daleko przed siebie i pusty tak... Ode mnie 10 /10.

4.  Ulica Noel Richard Paul Evans Wydawnictwo Znak

Pierwszy tom z serii Dziennik Noel w 2019 okazał się być książką roku. Rok później drugi tom Świąteczny nieznajomy stał się totalną klapą. Jak wypadła Ulica Noel? Gdzieś tak pośrodku.
Elle nie ma łatwego życia. Ze względu na związek z ciemnoskórym mężczyzną zmuszona jest wyjechać z rodzinnego miasta. Kiedy jej mąż ginie na wojnie, zmuszona jest wychowywać syna samotnie pracując na dwie zmiany w przydrożnym barze, wiążąc jakoś koniec z końcem. Jej życie zmienia się kiedy w mieście pojawia się weteran wojenny o imieniu William. Czy dają szansę rodzącemu się uczuciu?
Po przeczytaniu tej książki wiem jedno: to nie Evans przestał źle pisać, to ja mam problem z historiami, które on przedstawia. Tak normalnie to Ulica Noel powinna mnie rozczulić (trochę się wzruszyłam), powinnam się popłakać (chusteczki i poduszka suchutkie jak nigdy). Powinnam jeszcze wiele innych rzeczy, do których nie doszło. Widocznie coś ze mną jest nie tak, bo ta historia jest naprawdę ciepła i wzruszająca. Pozwala uwierzyć, że zły czas w życiu przemija. Pozwala uwierzyć, że los nie przez przypadek stawia na naszej drodze daną osobę, która najpierw pomoże nam pokonać strach, a później uwierzyć w miłość. Bez wątpienia to idealna lektura na przedświąteczny czas. Ode mnie 8/10.

5.  Na tropie sensacji Victoria Black Wydawnictwo Amare

Victoria Black to autorka, z którą do tej pory nie miałam do czynienia. Zerknęłam na opis książki ,,Na tropie sensacji'' i pomyślałam, że mimo iż na co dzień nie czytam romansów, to było coś w opisie książki, co mnie zainteresowało na tyle, bym dała jej szansę. Tym razem instynkt mnie nie zawiódł i mogę już w pierwszych zdaniach mojej recenzji ogłosić wszem i wobec, że przeczytałam nie najlepszy romans tego roku, ale jeden z lepszych jakie, kiedykolwiek miałam w rękach. A że czytam powyżej 100 książek rocznie, to chyba to coś znaczy.
Chiara Gottardi jest dziennikarką, która przejęła do ukochanej babci gazetę, która jak się okazuje, jest na skraju bankructwa. Ponadto jej dwuletni związek z dnia na dzień się rozpada. Aby nie myśleć o zranieniu i uratować swój biznes kobieta postanawia napisać artykuł, który przyciągnie nowych czytelników. Kiedy wpada na sensacyjny temat tajemniczych wyścigów, czuje, że trafiła na żyłę złota. O swoim pomyśle mówi swojemu przyjacielowi, który bez zastanowienia postanawia jej pomóc. Salvatore Galluzziego to były kierowca wyścigowy, który nadal stara się pozbierać po śmierci żony. Propozycja Chiary poniekąd jest dla niego wybawieniem. Oboje nie spodziewają się, że trafią na ślad nielegalnych wyścigów, z których nie tak łatwo się wycofać. Czy narażanie siebie na niebezpieczeństwo ze względów biznesowych było dobrym pomysłem?
W tej książce podobało mi się wszystko. Od fabularnych rozwiązań, po dialogi aż do charakterystyki postaci. Czułam od samego początku, że autorka miała pomysł na historię i realizowała go krok po kroku. Pierwszy raz od dawna miałam wrażenie, że ktoś umiejętnie prowadzi fabułę na tyle, by związek przyczynowo-skutkowy był widoczny. Zwróciłam również uwagę na sceny erotyczne, które były idealne rozpisane. Przeważnie w takich momentach drażni mnie niepotrzebna drobiazgowość. Akurat autorka wiedziała, w którym momencie podać w tym zakresie wszystko na tacy, a w którym się wycofać, by pozostawić niedosyt i miejsce na wyobraźnię czytelnika.
Nie chcę się opowiadać po żadnej ze stron, bo większość postaci przypadła mi do gustu, ale moim zdaniem najlepiej rozpisany został Salvatore. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, by ktoś zdecydował się tak głęboko wejść w postać, by w najdrobniejszych szczegółach opisać jej uczuciowość. Być na moment w skórze faceta i poczuć jak to jest opłakiwać kobietę, którą się kochało to tak unikatowe i bezcenne odczucie, które zdecydowanie zostanie ze mną na dłużej.
Cóż mogę więcej od siebie dodać? Właśnie udało mi się rozwiązać mój wewnętrzny spór książkowy i wiem jaka książka zajmie pierwsze miejsce w moim zestawieniu. Już nie mogę doczekać się drugiego tomu. Ode mnie 10/10.

6. Siedem wieków śmierci Richard Shepherd Wydawnictwo Insignis

Twórczość Richarda Shepherda miałam okazję poznać czy okazji tytułu Niewyjaśnione okoliczności. Kiedy zobaczyłam, że na rynku pojawiła się kolejna książka autora wiedziałam, że nie będę zbyt długo zwlekać z jej przeczytaniem.
Pan Richard zaprasza nas do świata medycyny sądowej w bardzo interesujący i jednocześnie fachowy sposób. Przybliża nam różne przypadki śmierci pacjentów zarówno te wyjaśnione jak i te, które dość trudno jednoznacznie wyjaśnić. Początek książki jest dość mocny i chyba najdłużej trzymał mnie za gardło ze względu na rozdział poświęcony śmierci dzieci.  Jeżeli chodzi o ogólny odbiór książki, bardzo podoba mi się język jakim posługuje się autor. Jego lekkość opowiadania historii danego pacjenta pomaga przyswoić wiedzę medyczną w bardzo prosty i przyjemny sposób. Ode mnie 8/10.
 
7. Zanim zawisły psy Jens Henrik Jensen Wydawnictwo Editio 
Z Nielsem Oxenem chciałam zapoznać się już dawno, bo słyszałam o tym bohaterze książkowym sporo dobrego.  Na szczęście udało mi się jeszcze pod koniec roku przeczytać pierwszy tom jego przygód. Niels jest byłym żołnierzem duńskich sił specjalnych, który po powrocie z misji w Afganistanie zamieszkał w Kopenhadze, gdzie mierzy się z syndromem stresu pourazowego. Pewnego dnia postanawia zmienić otoczenie i wraz ze swoim kompanem - psem o ksywce Mr White wyrusza w drogę, by zaszyć się w lasach północnej Jutlandii. Niestety miejsce, które wybrał nie przyniosło mu spokoju. Kiedy ginie jeden z wpływowych polityków to właśnie Oxen zostaje głównym podejrzanym. Wbrew swojej woli zostaje wciągnięty w śledztwo, które próbuje rozwiązać wspólnie z agentką Margrethe Franck. Wraz z upływającym czasem okazuje się, że podobnych zbrodni było więcej, a łączy je jeden szczególny element: zabójca zapowiada swoje przyjście zabijając w sposób makabryczny psa właściciela. Co oznacza zabójstwo Mr White? Czy Nielsowi uda się połączyć elementy przerażającej układanki i oczyścić się z podejrzeń? Kto odpowiada za te wszystkie morderstwa?Muszę przyznać, że kryminały z tłem politycznym nie są moim ulubionym gatunkiem. Jeżeli jeszcze dojdzie do tego akcja umiejscowiona poza Polską to już w ogóle jestem w ciemnym lesie. Czasami trzeba przestawić się na tamtejszy system władzy, co nie zawsze mi odpowiada, bo w sumie nie wiem na czym się bardziej skupić: stritce na zagadce czy na drobiazgach, które może nie doprowadzą mnie do mordercy, ale w końcowej fazie pomogą mi zrozumieć całokształt. Dania jest dość specyficznym punktem na mapie książkowej. Mam wrażenie, że odbija im się czkawką sukces Szwecji, która kryminałem stoi i chcąc zbliżyć się choćby w minimalnym stopniu do tego co tam jest prezentowane, trochę kombinują. Może strzelam sobie stopę tym stwierdzeniem nie mając szerszego pojęcia o piszących się kryminałach w Danii, ale może ktoś mnie upomni w tej kwestii i poszerzy moją wiedzę. Ode mnie na początek serii 7/10. 
 
8.  Kudłata Sun-Mi Hwang Wydawnictwo Kwiaty Orientu
Literatura azjatycka nie jest i chyba nigdy nie będzie mi zbyt bliska. Po prostu jakoś zwyczajnie nie ciągnie mnie w tamtą stronę. Zdecydowałam się na Kudłatą, bo z opisu wynikało, że będę miała do czynienia z uniwersalną historią, która w istocie taka była.Autorka zdecydowała się poruszyć ważne problemy takie jak brak akceptacji ze strony najbliższych, poczucie odrzucenia, strach o najbliższych używając do tego bohatera książkowego, którym okazała się psinka o imieniu Kudłata. Myślę, że ten zabieg był zastosowany ze względu na to, iż jest to literatura dla dzieci i łatwiej tym najmłodszym przez pryzmat zwierzaka spojrzeć na wiele spraw. Psy to są moje ulubione zwierzaki, i bardzo chętnie sięgam po wszystkie książki, którymi bohaterami są właśnie one. Muszę jednak z bólem serca przyznać, że historia Kudłatej do mnie nie przemówiła tak, jak tego oczekiwałam. Myślę, że to kwestia niezrozumienia przeze mnie przesłania jakie ze sobą niesie ta lektura. Błędnie też założyłam, że ta książka będzie nieco mocniejsza, zapominając o tym dla jakiej grupy wiekowej została przydzielona. Jest oczywiście jeszcze trzecia opcja. Może jestem już pod koniec roku tak wypruta z emocji, że nie dostrzegam tego, co powinnam. Książka jest bardzo ładnie wydana. W środku znalazło się miejsca dla kilku rysunków, które idealne wpasowują się w klimat powieści. Kudłata to trudna lektura, która wymaga skupienia, analizy poszczególnych sytuacji, ale jest napisana dość prostym językiem, który trafi do każdego. Mimo iż mi książka nie do końca przypadła do gustu, uważam, że warto jej poświecić swój czas. Ode mnie 5/10.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

62. Spóźniam się życiowo - czyli recenzja filmu ,,Bez twarzy''.

85. ,,Czasy ostateczne: Pozostawieni'' - opinia na temat filmu.

222. Miesięczne podsumowanie książkowe - lipiec 2019.