299. Podsumowanie książkowe - czerwiec 2022.

 

W czerwcu udało mi się przeczytać 8 książek.

Najmilej wspominam przygodę z tytułem Nieodnaleziona.

Najbardziej zawiodłam się na tytule Psie pazury.

Oto pełna lista:

1.  Psie pazury Thomas Savage Wydawnictwo Prószyński i S-ka

W kwestii mojej antypatii do westernów na przestrzeni lat nic się nie zmieniło. Zdecydowałam się jednak na tę książkę, bo mam w planach film, i chciałam mieć nieco szersze rozeznanie w fabule i jakiekolwiek pojęcie co do charakterystyki postaci.
Phil i George to ogień i woda. Ten pierwszy to okrutny sadysta, który gardzi słabością, jest typem dominatora. Ten drugi z kolei jest kochającym i szczerym mężczyzną. Kiedy George postanawia poślubić wdowę o imieniu Rose, w Philu narasta furia, która narasta w momencie wprowadzenia się kobiety oraz jej syna na gospodarstwo. Jakie skutki przyniesie ze sobą wspólnie zamieszkanie czwórki osób, wśród której znajduje się osoba, której taki układ nie opowiada?
Książka nie trafiła w mój czytelniczy gust. W tym roku nie pamiętam żebym się tak mocno wynudziła jak przy tej powieści. Ospały klimat spowodował, że z każdą strona traciłam zainteresowanie historią. Do końca trzymała mnie jedynie postać Phila, bo co jak co, ale czarny charakter potrafi przykuć uwagę. Mam nadzieję, że film mimo wszystko bardziej mi się spodoba. Ode mnie 3/10.

2.  Łowca tatuażyAlison Belsham Wydawnictwo WAB

Łowca tatuaży to książka, która swoje przeleżała na półce. Z każdym dniem, tygodniem, miesiącem zwłoki, mój apetyt względem fabuły niebezpiecznie wzrastał. Kiedy osiągnął już punkt krytyczny, postanowiłam w końcu przekonać się, czy rzeczywiście ta książka jest tak dobra jak większość pisze. Marni Millins jest tatuażystką. Podczas przerwy na papierosa znajduje zwłoki mężczyzny, któremu ktoś wyciął tatuaż. Do sprawy zostaje przydzielony inspektor Francis Sullivan, który dzięki jej pomocy odkrywa, że w mieście grasuje seryjny morderca, który wycina tatuaże z ciał swoich ofiar jeszcze zanim je zamorduje. Czy Marni znającą środowisko tatuażystów pomoże policji go odnaleźć? Łowca tatuaży to nie jest zła pozycja. Jednak dla kogoś takiego jak ja, czyli osoby zakochanej w kryminałach, ta pozycja wydaje być się przeciętna. Sam motyw tatuaży wydawał się bardzo fajny, bo się wyróżniał. Jednak sposób prowadzenia fabuły i charakterystyka postaci pozostawał sporo do życzenia. W pewnym momencie można się domyślić kto zabił i to tak w ewidentny sposób, że jako czytelnik poczułam się oszukana. Można to było inaczej ograć i zostawić maleńką furtkę do tego, by jednak czytelnika pozostawić w niewielkiej niepewności. Co do postaci, odczuwam niedosyt charakterologiczny. Chciałabym się znacznie więcej dowiedzieć o postaciach, bo mam wrażenie, że ich charakterystyka jest dość pobieżnie napisana. Ode mnie na początek serii 6/10.

3.  Ania z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery Wydawnictwo MG

Gdyby ktoś zapytał mnie dlaczego dwadzieścia lat temu nie polubiłam się z Anią z Zielonego Wzgórza, nie potrafiłabym jednoznacznie odpowiedzieć. Być może na tamten moment przytłoczyła mnie swoim temperamentem, żywiołowością, podejściem do życia. Ja jako mała dziewczynka byłam zamknięta w sobie, więc Ania była moim całkowitym przeciwieństwem. A wtedy szukałam w literaturze kogoś mi znacznie bliższego. Dlaczego zdecydowałam się wrócić do tej serii? Być może w kontrze do tego, że przypominam sobie serię z moją ulubioną postacią jaką jest Harry Potter. Pewnie też chciałam się utwierdzić w przekonaniu, że moje uczucia co do tej postaci się nie zmieniły, albo wręcz odwrotnie, zmienić swoje nastawienie i polubić się z nią. Maryla i Mateusz Cuthbertowie to rodzeństwo w podeszłym wieku, które mieszka w domu nazwanym Zielone Wzgórze. Praca na gospodarstwie wymaga sił, których powoli już im brakuje, dlatego postanawiają przygarnąć do pomocy chłopca z sierocińca. Kiedy Mateusz jedzie na stację kolejową, na miejscu okazuje się, że doszło do pomyłki, bo otóż zamiast chłopca, na peronie czeka rudowłosa dziewczynka. Mateusz mimo dość spokojnego usposobienia, które charakteryzuje się brakiem okazywania uczuć, niemalże od razu zapałał sympatią do Ani. Jednak Maryla ze swoją zaciętością i dość zasadniczym podejściem do życia, ma wątpliwości co do przyjęcia pod swój dziecka, które nie dość, że nie pomoże w polu, to nie potrafi przestać mówić, nawet kiedy się ją oto prosi. Już nie mówiąc o tym, że jej wyobraźnia powoduje, że nie potrafi poradzić sobie z podstawowymi obowiązkami w domu. Po pierwszym szoku, Maryla pozwala Ani zostać na Zielonym Wzgórzu, podejmując się jej wychowania. Co z tego wyniknie? Nie wiem w której klasie omawiana jest Ania jako lektura, ale wydaje mi się, że tak jak z Małym Księciem, podstawówka to trochę za szybko. Komuś z boku wydawać mogłoby się mogło, że skoro główna bohaterka jest dzieckiem, to może ta książka być czytana i omawiana przez dzieci w podobnym wieku. Ja mając 30 lat musiałam trochę przysiąść przy książce by ją dobrze zrozumieć. Możliwe, że to ze mną jest coś nie tak, ale tak samo jak 10 lat temu tak i dzisiaj, pod względem stylu to trudna do przebrnięcia dla mnie lektura. Jeżeli chodzi o Anię – moja uczucia jakie wobec niej żywiłam, nie uległy zmianie. Jest to jedna z niewielu kobiecych postaci literackich, które mnie swoim zachowaniem i charakterem męczy. Jednak od koniec historii zaczęłam patrzeć na nią pod nieco innym kątem, więc jest szansa, że się polubimy w drugim tomie. Trzymajcie kciuki. A jak dobrze pójdzie to pyknę serial na Netflixie, który znajduje się na liście nazwanej zdecydowanie nie. Pamiętajcie, nie ważne jak dana relacja się zaczyna, ale jak kończy J. Wydawnictwa prześcigają się w coraz to nowszych wydaniach serii o Ani. Dlaczego zdecydowałam się na wydawnictwo MG? Myślę, że wpływ na to miały dwa czynniki – wydanie ilustrowane z pięknymi obrazkami, oraz twarda oprawa w przepięknej kolorystyce. Ode mnie 6/10. Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

4. Ania z Avonlea Lucy Maud Montgomery Wydawnictwo MG

Po pierwszym tomie przygód Ani, przyszedł czas na drugi. Trochę się obawiałam ponownego spotkania, ale gdzieś z tyłu głowy towarzyszyła mi myśl, że chyba aż tak źle być nie może. I rzeczywiście nie było najgorzej jeżeli chodzi o rozpisanie postaci oraz fabułę. Jednak natrafiłam w książce na coś z czym się nie zgadzam i co powoduje, że autorka powieści w moich oczach straciła. Ania to ambitna dziewczyna, która dzięki rywalizacji z Gilbertem osiąga znakomite wyniki w nauce, co w konsekwencji pozwoliło jej na kształcenie się dalej. Niestety ze względu na śmierć Mateusza, oraz pogorszenie się wzroku Maryli, dziewczyna postanawia zostać na Zielonym Wzgórzu i podejmuje się pracy w szkole, do której sama chodziła. Zostając w domu w którym dorastała, zakłada z przyjaciółmi Koło Miłośników Avonlea, poznaje nowego sąsiada z przeuroczą papugą, odkrywa chatkę Ech w której mieszka osamotniona panna Lawenda i wraz z Marylą przygarniają do siebie bliźniaki. Jak tylko zaczęłam czytać drugi tom przygód Ani, odetchnęłam z ulgą, bo główna bohaterka w końcu dorosła i miałam nadzieję, że nie będzie mnie już aż tak denerwowała. No i rzeczywiście tak się stało, bo godnie zastąpiła ją postać Tadzia. Dzięki temu chłopakowi zrozumiałam, że Ania to jednak było złote dziecko. Na początku recenzji wspomniałam o rzeczach, które w tej książce mi się nie podobały. Może zacznę od kar cielesnych. Poruszenie wątku samo w sobie nie było szkodliwe, ale to jak został ukazany już tak. Jak można napisać scenę w której chłopiec pochwala swoją nauczycielkę za to, że bije jak mężczyzna i od tego momentu zaczyna darzyć ją większym szacunkiem. Dla mnie to było szokujące. Drugim wątkiem, od którego w moim odczuciu bije największa toksyczność jest powtarzanie dość często jednego z bliźniaków – Tadzia kocha się bardziej, bo jako niegrzeczne dziecko potrzebuje więcej troski i uwagi. A co z grzeczną Tolą? Ja się kocha tylko na 20% a może na 30%? Co to w ogóle jest? Jakiś rodzaj licytacji ludzkimi uczuciami? W kierunku autorki cisną mi się na usta przeróżne epitety, ale odpuszczę sobie, bo szkoda sobie strzępić sobie język. Aby zakończyć jakoś pozytywnie moją opinię, Jaś Irving jest bohaterem do którego zapałałam największą miłością. Akurat ta postać udała się pani Lucy w 100%. Za nim będę tęsknić najbardziej. Ode mnie 4/10. Miało być lepiej niż w pierwszej części, ale jest zdecydowanie nudniej i bardzo kontrowersyjnie. Mówiąc krótko ta powieść się bardzo, ale to bardzo zestarzała. Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

5. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Magiczny przewodnik po filmie. Michael Kogge Wydawnictwo Media Rodzina

Po tym jak do kin weszła kolejna część Fantastycznych zwierząt, postanowiłam sobie odświeżyć tę serię, bo pierwsza ekranizacja kompletnie mnie nie zachwyciła. Aby mieć lepsze rozeznanie wśród postaci sięgnęłam po magiczny przewodnik po filmie. W głowie mi się trochę rozjaśniło, w końcu mniej więcej poukładałam sobie zależności między bohaterami. Ale tej książki przewodnikiem to bym nie nazwała. Dlaczego? Za dużo zdjęć, za mało treści. Chyba pomylono tytuły z inną, podobną publikacją jaką jest Galeria postaci. Przewodnik po filmie to moim zdaniem zbiór wszystkich postaci, rzeczy z nimi związanymi itp. W tej publikacji tego zabrakło, skupiono się jedynie na głównych postaciach. Czegóż ja się spodziewałam po niecałych 100 stronach? Skok na kasę i tyle. Ode mnie 4/10. 

 

6.  Zielone światła Matthew McConauhgey Wydawnictwo Marginesy

,,To przewodnik oparty na przygodach z mojego życia. Przygodach, które okazały się znaczące, pouczające i zabawne czasami, dlatego, że o to w nich chodziło, ale głównie dlatego, że nie próbowały nimi być. Z natury jestem optymistą, a humor to jeden z moich wielkich nauczycieli. Pomógł mi uporać się z bólem, stratą i brakiem zaufania. Nie jestem idealny nie; wdeptuję w gówno i zdaję sobie z tego sprawę dopiero wtedy, kiedy to zrobię. Niedawno nauczyłem się, jak zeskrobać je z butów i iść dalej''.
Jeżeli ten fragment książki nie przekona was do sięgnięcia po nią, to już raczej nic was nie przekona 😉. A tak na poważnie - Zielona światła to wyjątkowa autobiografia i dość nietypowa. Autor zdecydował się na przedstawienie ważnych wydarzeń ze swojego życia, które miały na niego jakiś wpływ. W tej książce próżno szukać jakiś ciekawostek z filmów w których Matthew brał udział. Wspomina o kilku z nich, ale raczej traktuje to jako przyczynek do opowiedzenia z jego perspektywy czegoś ważniejszego.
Matthew nie jest moim ulubionym aktorem, ale kojarzę go z kilku produkcji takich jak: Czas zabijana, Prawnik z Lincolna, Powiedz tak, Mroczna wieża, Wilk z Wall Strett czy świetnego serialu Detektyw i bardzo cenię sobie jego aktorstwo. Kiedy książka ukazała się na rynku, miałam ją w czytelniczych planach od samego początku, bo mimo braku fascynacji nim jako aktorem, Matthew intryguje mnie jako człowiek. Jego wspomnienia, zapiski tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to inteligenty mężczyzna, który ufa sobie, swoim przekonaniom i doskonale wie, jak kierować swoim życiem, by niczego nie żałować. Ode mnie 8/10.

7.  Nieodnaleziona Remigiusz Mróz Wydawnictwo Filia

Swoją opinię zmuszona rozpocząć jestem stwierdzeniem, że Mróz jest książkowo nieobliczalny. Niby powinnam zdawać sobie z tego sprawę, a jednak za każdym razem autor zaskakuje mnie swoją pomysłowością.
Dziesięć lat temu świat Damiana Wernera rozpadł się na tysiąc kawałków po tym jak jego narzeczona zaginęła. Pewnego dnia trafia jednak na jej ślad, dzięki zdjęciu, które pojawiło się na jednym z portali spotted. Werner początkowo nie wierzy w nagłe pojawienie się dziewczyny, jednak zdjęcie, które zrobił jej sam tuż przed zaginięciem pozwala mu uwierzyć, że dziewczyna w końcu się znalazła. Wraz z poszukiwaniem dziewczyny, mężczyzna odkrywa, że jego narzeczona wiele przed nim ukrywała.
Remigiusz Mróz nieźle się ze mną w tej fabule zabawił. Na początku dość ostrożnie podchodziłam do tej historii i kiedy tylko na moment zwątpiłam w swoje przekonanie, autor wprowadził pewien twist, dzięki któremu mu uwierzyłam. I kiedy już byłam przekonana, że znam rozwiązanie zagadki, znowu zagrał mi na nosie i zostawił z rozdziawioną buzią. Ode mnie 10/10.

8. Dziewczyna lotnika Nina Zawadzka Wydawnictwo Filia

Jest rok 1937. Izabela Sadowska oraz Jan Smażewski choć od dawna mają się ku sobie, dopiero teraz wyznają sobie miłość. Niestety wybuch wojny, sprawia, że ich wspólne plany i marzenia nie mają prawa się urzeczywistnić. Mężczyzna angażuje się w walki powietrze i traci kontakt z rodziną. Dziewczyna zmuszona walczyć o życie swoje i córki, staje przed trudnym wyborem. Aby przeżyć musi związać się z Rosjaninem Michaiłem Antonovem. Oprócz córki, przy życiu trzymają ją jedynie nadzieja, że po zakończeniu wojny, Janek wróci i uratuje je z rąk oprawcy. Książkę Niny Zawadzkiej czytało mi się bardzo dobrze. Jest to zapewne styl autorki, który od samego początku przypadł mi do gustu. Z zainteresowaniem śledziłam historię głównych bohaterów, tym bardziej, że zaczęła się ona dość tajemniczo, tak trochę od końca. Powieść składa się ze skoków czasowych, dzięki którym możemy śledzić losy postaci od początku i zestawić je z tym, co dzieje się z nimi aktualnie. Mnie niestety taki sposób prowadzenia historii dość często dekoncentruje, i tym razem również tak było, ale gdzieś w połowie się do tego przyzwyczaiłam i potem już znacznie lepiej przyswajało mi się fabułę. Jeżeli chodzi o głównych bohaterów – zarówno Izabela jak i Jan przypadli mi do gustu. U niej spodobała mi się odwaga i chęć walki o siebie, córkę i o lepszą przyszłość. Cieszę się, że w jej przypadku to nadzieja odgrywała kluczową rolę i to ona dodawała jej siły do dalszej egzystencji. W jego przypadku podobała mi się siła charakteru i dążenie do spełnienia pasji, nawet kosztem życia osobistego. Jeżeli się kogoś kocha, trzeba pozwolić mu się realizować. Tak jak napisałam powyżej, ta dwójka osobno zdobyła moje zaufanie, jednak razem to mi się oni totalnie nie kleili. Nie przekonali mnie do siebie jako para. Trudno było mi uwierzyć w ich relację. Bliżej w moim przekonaniu było im do pary bliskich przyjaciół, aniżeli do związku małżeńskiego. To jest jedynie moje subiektywne odczucie. Każdy zapewne będzie miał inne spojrzenie na to, co łączy tych dwoje. Ode mnie, za  kawał dobrze napisanej powieści, która znajdzie wielu odbiorców 8/10.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

62. Spóźniam się życiowo - czyli recenzja filmu ,,Bez twarzy''.

222. Miesięczne podsumowanie książkowe - lipiec 2019.

223. Kłamca 2 Jakub Ćwiek 88/2019